- Hej, wróciłyśmy! - powiedziała Aoife, wchodząc do pokoju.
- Cześć, jak tam? Gdzie byłyście? - zapytałam wesoło.
- Spotkałyśmy Brian'a na schodach i byłyśmy u niego. Wpadnie tutaj za chwile, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, dlaczego? Nie ma sprawy. Tak poza tym, to szukałyście czegoś na mojej półce w szafie? - zmieniłam temat.
- Szukałam żółtej bluzki, którą ode mnie pożyczyłaś tydzień temu. - odparła Kelly.
- Oddałam Ci ją następnego dnia, z resztą to nie powód żeby...
- Cześć, można? - odezwał się głos zza uchylonych drzwi.
- Jasne, wchodź. - odpowiedziała Aoife.
- Właściwie to ja chciałem zabrać Abi na spacer. - powiedział zawstydzony.
- Ok, chodźmy. - odparłam z przyklejonych do twarzy uśmiechem, bo wcale nie miałam ochoty na romantyczne przechadzki...
Wyszliśmy na zewnątrz nie zamieniając słowa. Ta niezręczna cisza tworzyła w mojej głowie co raz więcej myśli. Byłam pewna, że gdy wydusi z siebie jakieś słowa, nie będzie to zwykła rozmowa o pogodzie...
- Długo się już przyjaźnicie z Kelly? - zapytał wreszcie.
- Od czasu, kiedy zamieszkałyśmy razem w pokoju miałyśmy dobry kontakt. Teraz nasze relacje się polepszyły.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale wydaję się w porządku.
- Tak, ona również Cię polubiła. - odparłam z uśmiechem. Można powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą gdy zorientowałam się, że chodzi mu o Kelly.
- No właśnie... to nie jest takie proste jak myślisz. Prawie się nie znamy, ale wydajesz mi się najbardziej odpowiednią osobą... - przerwał.
Zaczęłam się gubić. O co mu tak na prawdę chodzi?
- Chciałem Ci przedstawić Alana. - powiedział wskazując na chłopaka siedzącego na ławce, przy której się zatrzymaliśmy.
- Twojego przyjaciela. - dodałam, podając mu rękę na przywitanie.
- Mojego chłopaka. - poprawił mnie Brian. Ta wiadomość delikatnie mną wstrząsnęła. Nie byłam temu przeciwna, każdy ma prawo do szczęścia. Z pewnością oboje zauważyli mój zszokowany wyraz twarzy, ale chyba byli na to przygotowani.
- Przepraszam, ale nie myślałam o tym w ten sposób. Trochę mnie zaskoczyliście. - przyznałam.
- To nic, bałem się, że zareagujesz inaczej. Jesteś pierwszą osobę, która o nas wie. - odparł Alan.
- Widzisz, bo chciałem zapytać Cię o radę. Jak powinienem to powiedzieć Kelly? - zapytał Brian.
- Mamy jej powiedzieć prawdę, jak tobie? A jak nas wyda? Nie możemy ryzykować, bo nie damy sobie z tym rady. - dodał Alan.
- Już zaryzykowaliście, mówiąc mi. Nie wiem, co mam wam poradzić, muszę wrócić do pokoju i na spokojnie to przemyśleć. Jeśli chodzi o mnie, to nie powiem nikomu, możecie na mnie liczyć.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopaków i ruszyłam w stronę schodów. Potrzebowałam czasu na zebranie myśli. Szłam, potykając się o stopnie, które wydawały się wyjątkowo wysokie, ale nie zwracałam na to uwagi. Wróciłam do pustego pokoju. Na stole zauważyłam kartkę - pewnie od dziewczyn - ale zignorowałam ją. Usiadłam na parapecie okna, założyłam słuchawki na uszy i patrzyłam na uginające się pod wpływem wiatru drzewa.
wtorek, 11 września 2012
piątek, 7 września 2012
Rozdział 10 - "Nie szukaj mnie"
- Było tak świetnie i oczywiście musiał zacząć padać deszcz... - zaczęła Kelly, gdy wróciłyśmy do pokoju.
- Zawsze możemy to powtórzyć. - dodała Aoife.
- I to nie raz! Widziałaś jak Brian patrzył na Abi?
- Tak? Jakoś nie zauważyłam... - odparłam bez przejęcia.
- On ma super styl i jest taki przystojny! - wzdychała Kelly.
- Nie zwróciłam uwagi.
- Nie zauważyłaś, nie zwróciłaś uwagi. Jesteś jakaś zamyślona od czasu wyjścia na dwór. Coś się stało, czy co? - rzuciła.
- Po prostu nie byłam zainteresowana! - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Ok, widzę, że nie masz ochoty na rozmowę. Idę się przejść, idziesz ze mną, Aoife?
- Tak, Abi chyba potrzebuje chwili dla siebie. - powiedziała, jakby znała wszystkie moje myśli i wyszła razem z Kelly.
Padłam na łóżko, zamknęłam oczy i starałam się nie myśleć o niczym. Nie trwało to długo, bo po dłuższej chwili przypomniało mi się, że mam w kieszeni rysunek tajemniczej dziewczynki. Wpatrywałam się w niego jakiś czas i nie znalazłam niczego dziwnego, tak jak za pierwszym razem. Będąca na nim kobieta była promienna, uśmiechnięta...
- Po co ja to robię? - odparłam sama do siebie, wrzucają kartkę do szuflady.
Nagle poczułam jak łóżko delikatnie się ugina, tak jakby ktoś siadał obok mnie.
- Wzięłaś mój rysunek.
Odwróciłam się i ujrzałam Renny siedzącą za mną.
- Jak tu weszłaś?! Co w ogóle tu...
- Wzięłaś go! - krzyknęła.
- Chciałam oddać, ale...
- Z resztą nieważne, zatrzymaj go. Nie był dla mnie aż tak cenny. - wtrąciła znowu.
Czułam lęk i dziwne niebezpieczeństwo. Mała dziewczynka krzyczała na mnie i nie pozwalała skończyć zdania, a ja nie potrafiłam na to zareagować.
- Po co się tym interesujesz? - zapytała po chwili ciszy.
- To znaczy, czym?
- Moim rysunkiem, mną? Zwykłe rzeczy, kobieta w samochodzie. Myślałaś, że jestem jakaś czarownicą, czy co? - odparła kpiąco.
- Nie, wydawałaś się tajemnicza, zamknięta w sobie. Chciałam Ci jakoś pomóc. - tłumaczyłam.
- Ale ja nie potrzebuje pomocy. To, że nie zadaję się z innymi, nic nie znaczy. Lubię samotność. Ludzie tylko zagłuszają moje myśli zbędną paplaniną.
- Nie zachowujesz się jak osoba w twoim wieku. Wyglądasz na 10 lat, a mówisz tak, jakbyś miała o wiele więcej. - odparłam.
- Wydaje Ci się, co ty o mnie wiesz... Przez ten rysunek kompletnie ześwirowałaś. Daj sobie z tym spokój i lepiej tu posprzątaj, bo zaraz wrócą twoje współlokatorki. Ja muszę już iść. Może się jeszcze zobaczymy, ale nie szukaj mnie, sama Cię znajdę.
Dopiero kiedy Renny wyszła z pokoju, zauważyłam ten okropny bałagan wokół szafy. Podeszłam do niej i zaczęłam składać wyrzucone ubrania. O dziwo, wszystkie były moje.
- Zawsze możemy to powtórzyć. - dodała Aoife.
- I to nie raz! Widziałaś jak Brian patrzył na Abi?
- Tak? Jakoś nie zauważyłam... - odparłam bez przejęcia.
- On ma super styl i jest taki przystojny! - wzdychała Kelly.
- Nie zwróciłam uwagi.
- Nie zauważyłaś, nie zwróciłaś uwagi. Jesteś jakaś zamyślona od czasu wyjścia na dwór. Coś się stało, czy co? - rzuciła.
- Po prostu nie byłam zainteresowana! - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Ok, widzę, że nie masz ochoty na rozmowę. Idę się przejść, idziesz ze mną, Aoife?
- Tak, Abi chyba potrzebuje chwili dla siebie. - powiedziała, jakby znała wszystkie moje myśli i wyszła razem z Kelly.
Padłam na łóżko, zamknęłam oczy i starałam się nie myśleć o niczym. Nie trwało to długo, bo po dłuższej chwili przypomniało mi się, że mam w kieszeni rysunek tajemniczej dziewczynki. Wpatrywałam się w niego jakiś czas i nie znalazłam niczego dziwnego, tak jak za pierwszym razem. Będąca na nim kobieta była promienna, uśmiechnięta...
- Po co ja to robię? - odparłam sama do siebie, wrzucają kartkę do szuflady.
Nagle poczułam jak łóżko delikatnie się ugina, tak jakby ktoś siadał obok mnie.
- Wzięłaś mój rysunek.
Odwróciłam się i ujrzałam Renny siedzącą za mną.
- Jak tu weszłaś?! Co w ogóle tu...
- Wzięłaś go! - krzyknęła.
- Chciałam oddać, ale...
- Z resztą nieważne, zatrzymaj go. Nie był dla mnie aż tak cenny. - wtrąciła znowu.
Czułam lęk i dziwne niebezpieczeństwo. Mała dziewczynka krzyczała na mnie i nie pozwalała skończyć zdania, a ja nie potrafiłam na to zareagować.
- Po co się tym interesujesz? - zapytała po chwili ciszy.
- To znaczy, czym?
- Moim rysunkiem, mną? Zwykłe rzeczy, kobieta w samochodzie. Myślałaś, że jestem jakaś czarownicą, czy co? - odparła kpiąco.
- Nie, wydawałaś się tajemnicza, zamknięta w sobie. Chciałam Ci jakoś pomóc. - tłumaczyłam.
- Ale ja nie potrzebuje pomocy. To, że nie zadaję się z innymi, nic nie znaczy. Lubię samotność. Ludzie tylko zagłuszają moje myśli zbędną paplaniną.
- Nie zachowujesz się jak osoba w twoim wieku. Wyglądasz na 10 lat, a mówisz tak, jakbyś miała o wiele więcej. - odparłam.
- Wydaje Ci się, co ty o mnie wiesz... Przez ten rysunek kompletnie ześwirowałaś. Daj sobie z tym spokój i lepiej tu posprzątaj, bo zaraz wrócą twoje współlokatorki. Ja muszę już iść. Może się jeszcze zobaczymy, ale nie szukaj mnie, sama Cię znajdę.
Dopiero kiedy Renny wyszła z pokoju, zauważyłam ten okropny bałagan wokół szafy. Podeszłam do niej i zaczęłam składać wyrzucone ubrania. O dziwo, wszystkie były moje.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Rozdział 9 - "SKĄD ONA TO WIE?!"
W pokoju, Pegeen stała gotowa i lekko zdenerwowana. Podeszłam i przytuliłam ją.
- Nie martw się tak! W końcu jesteście rodzeństwem, na pewno będziecie się świetnie dogadywać.
- Tak, wiem, ale mimo tego, jakoś nie mogę przestać o tym myśleć.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju weszła p. Walker.
- Cześć, Dziewczyny - powiedziała i usiadła na moim łóżku - Peg, Twój brat już tutaj jest. Rozmawialam z nim przed chwilą i muszę przyznać, że widać jak zależy mu, aby zapewnić Ci dom. Będziecie mogli spędzić razem czas w moim gabinecie, a potem... Z resztą Sean wszystko Ci powie. Jesteś gotowa na spotkanie z nim?
- Tak... - odpowiedziała niepewnie Perełka, biorąc głęboki oddech.
- Powodzenia! - krzyknęłyśmy, a Peg odpowiedziała nam uśmiechem i wyszła razem z naszą opiekunką.
- No, mamy to już za sobą...- westchnęła Kelly - Co prawda, nie ja spotykam się teraz z bratem, ale to wpłynęło i na mnie.
- Fakt, zostałyśmy trochę w to wszystko wciągnięte. W takim razie nam też należy się odrobina zabawy. Chodźmy na dwór! - zaproponowała Aoife.
Wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie bawiło się mnóstwo dzieci z ośrodka. Wśród nich wyróżniała się dziewczynka, siedząca na huśtawce. Na kolanach trzymała blok kartek, na których coś rysowała.
- Hej, jestem Abi. Słyszałam, że ładnie rysujesz, mogę zobaczyć? - zaczęłam z uśmiechem.
- Nie - odpowiedziała, nie zwracając na mnie większej uwagi.
- Jak masz na imię?
- ...Renny - odparła po chwili ciszy, tak jakby zastanawiała się, czy powinna odpowiadać.
- Dlaczego siedzisz tutaj sama? - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi - Długo już jesteś w ośrodku?
- Dwa lata, dwadzieścia cztery dni, sześć godzin i trzy minuty - dokładna odpowiedź, pomyślałam.
- Hhmm... nie widziałam Cie tu wcześniej. Ja, na przykład, przyjaźnie się z...
- Tak, wiem... Z dziewczynami, które stoją przy piaskownicy - Aoife'ą, Kelly i jeszcze Peg, która jest ze swoim bratem.
Stałam przez chwilę nie ruchomo z otwartą buzią. SKĄD ONA TO WIE?! Przez cały czas kiedy ze mną rozmawiała ani razu nie spuściła z oczu kartki. Nie zauważyła też mojego zdziwienia.
- Skąd to wiesz? - zapytałam wreszcie.
Byłam głupia licząc na to, że odpowie. Usiadłam na huśtawce obok i zaczęłam przyglądać się dziewczynce. Miała na sobie ciemną koszulkę i długie spodnie, a na nogach czarne glany do kostek. Dość specyficzny styl, jak na osobę w tym wieku, pomyślałam.
- Muszę iść, może jeszcze kiedyś porozmawiamy. - odparła, wstając z drewnianego siedziska.
Szła, trzymając w ręku swój blok i ołówek. Lekki wiatr unosił jej jasne i długie kręcone włosy. Śledziłam ją wzrokiem pod sam ośrodek. Kiedy już zniknęła za drzwiami, spojrzałam na huśtawkę, na której siedziała.
Moją uwagę natychmiast zwróciła kartka leżąca pod nią. Podniosłam ją i odwróciłam na drugą stronę. Zobaczyłam kobietę w czerwonej sukience, siedząca w samochodzie. Spodziewałam się czegoś o wiele bardziej szokującego.
- Abi, chodź do nas! - zawołała Kelly, siedząca na ławce z grupką jakiś ludzi.
- Ok, idę. - odparłam, choć wcale nie miałam ochoty tam iść. Chciałam dogonić Renny i dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Ta mała, zamknięta w sobie dziewczynka zaintrygowała mnie swoją tajemniczością i wiedziałam, że muszę poznać ją bliżej.
- Nie martw się tak! W końcu jesteście rodzeństwem, na pewno będziecie się świetnie dogadywać.
- Tak, wiem, ale mimo tego, jakoś nie mogę przestać o tym myśleć.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju weszła p. Walker.
- Cześć, Dziewczyny - powiedziała i usiadła na moim łóżku - Peg, Twój brat już tutaj jest. Rozmawialam z nim przed chwilą i muszę przyznać, że widać jak zależy mu, aby zapewnić Ci dom. Będziecie mogli spędzić razem czas w moim gabinecie, a potem... Z resztą Sean wszystko Ci powie. Jesteś gotowa na spotkanie z nim?
- Tak... - odpowiedziała niepewnie Perełka, biorąc głęboki oddech.
- Powodzenia! - krzyknęłyśmy, a Peg odpowiedziała nam uśmiechem i wyszła razem z naszą opiekunką.
- No, mamy to już za sobą...- westchnęła Kelly - Co prawda, nie ja spotykam się teraz z bratem, ale to wpłynęło i na mnie.
- Fakt, zostałyśmy trochę w to wszystko wciągnięte. W takim razie nam też należy się odrobina zabawy. Chodźmy na dwór! - zaproponowała Aoife.
Wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie bawiło się mnóstwo dzieci z ośrodka. Wśród nich wyróżniała się dziewczynka, siedząca na huśtawce. Na kolanach trzymała blok kartek, na których coś rysowała.
- Hej, jestem Abi. Słyszałam, że ładnie rysujesz, mogę zobaczyć? - zaczęłam z uśmiechem.
- Nie - odpowiedziała, nie zwracając na mnie większej uwagi.
- Jak masz na imię?
- ...Renny - odparła po chwili ciszy, tak jakby zastanawiała się, czy powinna odpowiadać.
- Dlaczego siedzisz tutaj sama? - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi - Długo już jesteś w ośrodku?
- Dwa lata, dwadzieścia cztery dni, sześć godzin i trzy minuty - dokładna odpowiedź, pomyślałam.
- Hhmm... nie widziałam Cie tu wcześniej. Ja, na przykład, przyjaźnie się z...
- Tak, wiem... Z dziewczynami, które stoją przy piaskownicy - Aoife'ą, Kelly i jeszcze Peg, która jest ze swoim bratem.
Stałam przez chwilę nie ruchomo z otwartą buzią. SKĄD ONA TO WIE?! Przez cały czas kiedy ze mną rozmawiała ani razu nie spuściła z oczu kartki. Nie zauważyła też mojego zdziwienia.
- Skąd to wiesz? - zapytałam wreszcie.
Byłam głupia licząc na to, że odpowie. Usiadłam na huśtawce obok i zaczęłam przyglądać się dziewczynce. Miała na sobie ciemną koszulkę i długie spodnie, a na nogach czarne glany do kostek. Dość specyficzny styl, jak na osobę w tym wieku, pomyślałam.
- Muszę iść, może jeszcze kiedyś porozmawiamy. - odparła, wstając z drewnianego siedziska.
Szła, trzymając w ręku swój blok i ołówek. Lekki wiatr unosił jej jasne i długie kręcone włosy. Śledziłam ją wzrokiem pod sam ośrodek. Kiedy już zniknęła za drzwiami, spojrzałam na huśtawkę, na której siedziała.
Moją uwagę natychmiast zwróciła kartka leżąca pod nią. Podniosłam ją i odwróciłam na drugą stronę. Zobaczyłam kobietę w czerwonej sukience, siedząca w samochodzie. Spodziewałam się czegoś o wiele bardziej szokującego.
- Abi, chodź do nas! - zawołała Kelly, siedząca na ławce z grupką jakiś ludzi.
- Ok, idę. - odparłam, choć wcale nie miałam ochoty tam iść. Chciałam dogonić Renny i dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Ta mała, zamknięta w sobie dziewczynka zaintrygowała mnie swoją tajemniczością i wiedziałam, że muszę poznać ją bliżej.
wtorek, 26 czerwca 2012
Rozdział 8 - "Przerażasz mnie!"
- No, powiem Ci, że... masz ciekawe sny. Mnie w snach zazwyczaj gonią wielkie batony albo ostatnio - cała chmara cegieł... - powiedziała Aoife.
- Oouuu.... to faktycznie kiepsko. Myślisz, że mój sen mógł coś oznaczać? - zapytałam. Na pewno będzie widziała, ona wie wszystko!
- Kiedyś ktoś mi powiedział, że jeżeli coś Ci się śni, to na pewno nie zdarzy się to w twoim życiu. Do tej pory nie goniły mnie rzesze batonów, więc chyba by się zgadzało -odparła z uśmiechem.
- Chodźmy spać. Peg ma jutro ważny dzień i musi się wyspać.
- Ok, dobranoc - odpowiedziała i zgasiła światło.
Zamknęłam oczy i zasnęłam od razu. Stałam na środku ogromnej ulicy pełnej ludzi. Każdy gdzieś się śpieszył idąc w różnych kierunkach, obijając swoje ciało o barki innych osób. Gdy patrzyli w moją stronę ich wzrok przechodził mnie na wylot, w ogóle nie byłam zauważana. Powoli ruszyłam na przód. Wokół stało wiele budynków, jeden przy drugim, a chmury zakrywały ich wierzchołki. Niebo było szare, tworzyło jakby taką osłonę, aby żaden promień Słońca nie mógł dotrzeć na Ziemię. Pośród tłumu wyłonił się chłopak o ciemnych włosach, kończących się przy uszach. Gdy tylko go dostrzegłam patrzył się na mnie i uśmiechał. Jego twarz coś mi mówiła, tak jakbym wcześniej ją skądś znała. Nie pamiętam jak był ubrany, patrzyłam tylko w te piękne, ciemnobrązowe oczy. Mijał mnie, ale mój wzrok podążał za nim. Był już za mną, ale wciąż się nie odwracał. Nagle ktoś szturchnął mnie mocno w rękę i spojrzałam przed siebie. Stałam na środku drogi. Ludzie, którzy wcześniej nie zwracali na mnie uwagi wołali coś w moją stronę, ale nie byłam w stanie niczego zrozumieć. Mój umysł działał jakby w zwolnionym tempie. Usłyszałam głośny dźwięk dochodzący w prawej strony. Odwróciłam się i dotarł do mnie krzyk jakiejś kobiety. Zobaczyłam nadjeżdżającą ciężarówkę na odległość 10 metrów.
- Aaaaa! - krzyknęłam podnosząc się z łóżka.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona Aoife, stojąca przy szafie.
- Miałam dziwny sen... Byłam wśród tłumu ludzi, a potem przejechała mnie ciężarówka - odpowiedziałam powierzchownie. Stwierdziłam, że nie ma potrzeby zadręczać szczegółami przyjaciółki.
- Jej, przerażasz mnie! Nie myśl o tym lepiej, tylko ubieraj się, bo jest już 9.00, a Peg spotyka się dzisiaj z bratem.
- Masz rację, lecę do łazienki!
Wzięłam szybko ubrania z szafy i pobiegłam do toalety. Weszłam pod prysznic i ciepłe krople wody obudziły moje ciało do życia. Wytarłam się w ręcznik, ubrałam i wysuszyłam włosy. Patrząc na swoje odbicie w lustrze myślałam jak będzie nam tutaj dziwnie i pusto bez naszej małej Pegeen. Umyłam zęby i wróciłam do pokoju.
Dedykuję ten rozdział moim dwóm czytelniczkom, których słowa są tutaj zawarte. Kocham Was :*.
Dedykuję ten rozdział moim dwóm czytelniczkom, których słowa są tutaj zawarte. Kocham Was :*.
sobota, 16 czerwca 2012
Rozdział 7 - Powrót
Wokół mnie było słychać szepty jakiś osób. Dotarły do mnie ciche szmery czyichś kroków i nagle poczułam jak ktoś dotyka mojej dłoni.
- Abi, wróć do nas - mówiła Aoife smutnym głosem.
Nie mogłam słuchać jak cierpi, więc otworzyłam delikatnie oczy i spojrzałam w jej stronę.
- Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz! - zaczęła uśmiechnięta, po czym przytuliła się do mnie.
- Naprawdę tak myślałaś? Nie zostawiłabym cię samej, przecież wiesz... - odparłam z optymizmem.
- Bardzo nas wystraszyłaś tym zemdleniem. Straciliśmy cię na jakieś 10 min.
- Dziesięć minut?! To była dla mnie wieczność! Ale pogadamy o tym kiedy indziej.
- Ok, musisz teraz odpocząć. Ja nie będę ci towarzyszyć, bo umówiłam się z p. Walker, że pójdziemy razem do miasta pozałatwiać różne sprawy. Wiem, że powinnam z tobą zostać, ale może samotność sprowokuje cię do drzemki - powiedziała mądrze, jak zwykle.
- Zobaczę, co da się zrobić - odpowiedziałam z uśmiechem, po czym Aoife pożegnała się gestem ręki i wyszła.
Przez długi czas leżałam w swoim łóżku i myślałam o moim śnie. Co mógł oznaczać? Czy był jednym z dziwnych i nie mających sensu snów, czy wręcz przeciwnie?
Podczas tych moich głębokich przemyśleń na moje powieki wkradł się sen. Gdy po dłuższej drzemce otworzyłam oczy, w pokoju była Pegeen.
- Stresujesz się przed jutrem? - zaczęłam.
- Trochę. W sumie to nie wiem co o tym myśleć, ale jestem optymistką.
W tym momencie otworzyły się drzwi od pokoju, w których stanęła średniego wzrostu blondynka.
- Cześć, czy tutaj mieszka Abigail? - zapytała dziewczyna.
- Tak, to ja.
- Jestem Melvina. Słyszałam, że źle się poczułaś, więc postanowiłam cię poznać i podtrzymać na duchu.
- Moi przyjaciele wiele dla mnie robią. Po prostu są przy mnie i to mi wystarczy. Mimo wszystko dziękuję, że przyszłaś. Tak a propos - to jest Pegeen, mieszka tutaj.
- No hej... - powiedziała bez większego zainteresowania - A ty, Abi z kim się najbardziej przyjaźnisz?
Tak... Nie lubię tego typu pytań w szczególności, że padło w obecności Peg, której nie chciałam skrzywdzić.
- Razem z Aoife'ą, Kelly i Perełką tworzymy zgraną paczkę - wybrnęłam.
- Aoife'ą? - zapytała podejrzliwie.
- Tak, powinna zaraz wrócić. Ma świetny charakter, musisz ją poznać! - wtrąciła Peg.
- Zasiedziałam się, lepiej już pójdę. Może kiedy indziej pogadamy - powiedziała wychodząc.
- Miła dziewczyna. Chciałabym ją bliżej poznać. - podsumowała ją Pegeen.
- Tak, ale wydaje się jakaś tajemnicza, nie sądzisz? Jak tylko zaczęłaś powiadać o Aoife'ie to jakby spanikowała i wyszła.
- Nie, nie zauważyłam niczego takiego. Póki co, to nie możemy zbyt wiele o niej powiedzieć, więc nie ma co wyciągać pochopnych wniosków - odparła.
I tutaj miała racje. Mimo tego, że nic nie odpowiedziałam zgodziłam się z nią. Może nie potrzebnie szukam podtekstów, a to po prostu sympatyczna dziewczyna, która chciała pogadać...
- Cześć, wróciłam - powiedziała, wchodząca do pokoju Aoife.
- Strasznie długo cię nie było. Miałaś rację - samotne leżenie w łóżku zmusiło mnie do snu - przyznałam.
- No, wreszcie! W takim razie opowiedz mi swój dzisiejszy sen.
- Zaczęło się od...
- Abi, wróć do nas - mówiła Aoife smutnym głosem.
Nie mogłam słuchać jak cierpi, więc otworzyłam delikatnie oczy i spojrzałam w jej stronę.
- Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz! - zaczęła uśmiechnięta, po czym przytuliła się do mnie.
- Naprawdę tak myślałaś? Nie zostawiłabym cię samej, przecież wiesz... - odparłam z optymizmem.
- Bardzo nas wystraszyłaś tym zemdleniem. Straciliśmy cię na jakieś 10 min.
- Dziesięć minut?! To była dla mnie wieczność! Ale pogadamy o tym kiedy indziej.
- Ok, musisz teraz odpocząć. Ja nie będę ci towarzyszyć, bo umówiłam się z p. Walker, że pójdziemy razem do miasta pozałatwiać różne sprawy. Wiem, że powinnam z tobą zostać, ale może samotność sprowokuje cię do drzemki - powiedziała mądrze, jak zwykle.
- Zobaczę, co da się zrobić - odpowiedziałam z uśmiechem, po czym Aoife pożegnała się gestem ręki i wyszła.
Przez długi czas leżałam w swoim łóżku i myślałam o moim śnie. Co mógł oznaczać? Czy był jednym z dziwnych i nie mających sensu snów, czy wręcz przeciwnie?
Podczas tych moich głębokich przemyśleń na moje powieki wkradł się sen. Gdy po dłuższej drzemce otworzyłam oczy, w pokoju była Pegeen.
- Stresujesz się przed jutrem? - zaczęłam.
- Trochę. W sumie to nie wiem co o tym myśleć, ale jestem optymistką.
W tym momencie otworzyły się drzwi od pokoju, w których stanęła średniego wzrostu blondynka.
- Cześć, czy tutaj mieszka Abigail? - zapytała dziewczyna.
- Tak, to ja.
- Jestem Melvina. Słyszałam, że źle się poczułaś, więc postanowiłam cię poznać i podtrzymać na duchu.
- Moi przyjaciele wiele dla mnie robią. Po prostu są przy mnie i to mi wystarczy. Mimo wszystko dziękuję, że przyszłaś. Tak a propos - to jest Pegeen, mieszka tutaj.
- No hej... - powiedziała bez większego zainteresowania - A ty, Abi z kim się najbardziej przyjaźnisz?
Tak... Nie lubię tego typu pytań w szczególności, że padło w obecności Peg, której nie chciałam skrzywdzić.
- Razem z Aoife'ą, Kelly i Perełką tworzymy zgraną paczkę - wybrnęłam.
- Aoife'ą? - zapytała podejrzliwie.
- Tak, powinna zaraz wrócić. Ma świetny charakter, musisz ją poznać! - wtrąciła Peg.
- Zasiedziałam się, lepiej już pójdę. Może kiedy indziej pogadamy - powiedziała wychodząc.
- Miła dziewczyna. Chciałabym ją bliżej poznać. - podsumowała ją Pegeen.
- Tak, ale wydaje się jakaś tajemnicza, nie sądzisz? Jak tylko zaczęłaś powiadać o Aoife'ie to jakby spanikowała i wyszła.
- Nie, nie zauważyłam niczego takiego. Póki co, to nie możemy zbyt wiele o niej powiedzieć, więc nie ma co wyciągać pochopnych wniosków - odparła.
I tutaj miała racje. Mimo tego, że nic nie odpowiedziałam zgodziłam się z nią. Może nie potrzebnie szukam podtekstów, a to po prostu sympatyczna dziewczyna, która chciała pogadać...
- Cześć, wróciłam - powiedziała, wchodząca do pokoju Aoife.
- Strasznie długo cię nie było. Miałaś rację - samotne leżenie w łóżku zmusiło mnie do snu - przyznałam.
- No, wreszcie! W takim razie opowiedz mi swój dzisiejszy sen.
- Zaczęło się od...
niedziela, 10 czerwca 2012
Rozdział 6 - Głosy
Obudziłam się wśród wysokich drzew bujnej roślinności. Leżałam pośród kolorowych i pięknie pachnących kwiatów oraz soczyście zielonej trawy. Powietrze było wilgotne i świeże, a wokół panowała cisza i spokój. Wstałam i postanowiłam rozejrzeć się w terenie.
Na każdym kroku odkrywałam nowe rodzaje roślinności i wszelkie możliwe rozmiary kwiatów. Las wydawał się nigdy nie kończyć, więc zatrzymałam się, aby bliżej mu się przyjrzeć.
Po korach drzew maszerowały "gęsiego" ogromne mrówki noszące swoje zdobycze. W kielichach kwiatów zatrzymywały się na jakiś czas motyle z egzotycznie ubarwionym skrzydłami. Między gałęziami rozciągały się wielkie pajęczyny, których wstrętni właściciele ukrywali się, gdzieś w pobliżu. Po chwili usłyszałam szelest w krzakach, a kiedy spojrzałam w ich stronę zauważyłam, że delikatnie się poruszają.Stałam moment w bezruchu, po czym spośród traw wyskoczyła mała, brązowo-czarna kulka. Rozwinęła się, powoli prostując krótkie łapki i ogon. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ale był to mały tygrysek! Podniosłam wysoko brwi, a moja szczęka prawie opadła na ziemię ze zdziwienia. Maluch spojrzał na mnie i powoli zbliżał się aż wreszcie wtulił swoje futerko w moją nogę. Byłam w totalnym szoku! Po kilku minutach ocknęłam się z tego stanu i starałam się wymyślić jakieś wyjście z sytuacji. Wtedy zwierzak odszedł ode mnie i położył się na plecach, zachęcając mnie do pogłaskania po brzuchu. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Była już prawie na miękkim futerku, kiedy usłyszałam trzask łamane gałęzi i krzyki ogromnych papug, które odleciały w różne kierunki.
- Abi, nie rób tego. Teraz wydaję ci się to niezbędne, a nie jest tak. Ten mały łobuz przyzwyczai się do ciebie, a potem zostanie sam. Oboje będziecie tego żałować... - powiedział znajomy głos.
Cofnęłam się i zaczęłam szukać źródła znajomego szeptu. Pod żadnym liściem ani drzewem nikogo nie było. Tego jeszcze brakowało, żebym słyszała głosy, ale inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy.
- To Aoife do mnie mówiła! - krzyknęłam po krótkim zastanowieniu.
Ucieszyłam się z tego powodu i odparłam do zwierzaka:
- No cóż, musimy się rozstać. Wracaj do domu, ja też spróbuję odnaleźć swój.
Uśmiechnęłam się i odeszłam z myślą "tak będzie lepiej", choć głębi serca czułam, ż nie powinnam tak postępować. Odgarnęłam sprzed siebie ogromnego liścia i stanęłam jak wryta po raz drugi. Stał tam wielki brązowy TYGRYS!! Mogłam się spodziewać, że mama będzie szukać swojego "dziecka". Nie wiem nawet, czy mnie gonił, ale czułam ogromny strach, który kazał mi biec. Przedzierałam się przez krzaki i inne rośliny wpadając przy tym w wielkie pajęczyny. Z każdym krokiem brakowało mi sił. Ostatkiem energii przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę. Zobaczyłam przed sobą ocean i piękny zachód słońca. Spojrzałam w dół i zorientowałam się, że spadam prosto do wody. Pomyślałam wtedy o moich przyjaciołach i rodzicach. Wybaczyłam im wszystko, co miałam im za złe. Nie miałam już zbyt wiele czasu, więc ostatni raz zerknęłam w stronę słońca. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech...
Na każdym kroku odkrywałam nowe rodzaje roślinności i wszelkie możliwe rozmiary kwiatów. Las wydawał się nigdy nie kończyć, więc zatrzymałam się, aby bliżej mu się przyjrzeć.
Po korach drzew maszerowały "gęsiego" ogromne mrówki noszące swoje zdobycze. W kielichach kwiatów zatrzymywały się na jakiś czas motyle z egzotycznie ubarwionym skrzydłami. Między gałęziami rozciągały się wielkie pajęczyny, których wstrętni właściciele ukrywali się, gdzieś w pobliżu. Po chwili usłyszałam szelest w krzakach, a kiedy spojrzałam w ich stronę zauważyłam, że delikatnie się poruszają.Stałam moment w bezruchu, po czym spośród traw wyskoczyła mała, brązowo-czarna kulka. Rozwinęła się, powoli prostując krótkie łapki i ogon. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ale był to mały tygrysek! Podniosłam wysoko brwi, a moja szczęka prawie opadła na ziemię ze zdziwienia. Maluch spojrzał na mnie i powoli zbliżał się aż wreszcie wtulił swoje futerko w moją nogę. Byłam w totalnym szoku! Po kilku minutach ocknęłam się z tego stanu i starałam się wymyślić jakieś wyjście z sytuacji. Wtedy zwierzak odszedł ode mnie i położył się na plecach, zachęcając mnie do pogłaskania po brzuchu. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Była już prawie na miękkim futerku, kiedy usłyszałam trzask łamane gałęzi i krzyki ogromnych papug, które odleciały w różne kierunki.
- Abi, nie rób tego. Teraz wydaję ci się to niezbędne, a nie jest tak. Ten mały łobuz przyzwyczai się do ciebie, a potem zostanie sam. Oboje będziecie tego żałować... - powiedział znajomy głos.
Cofnęłam się i zaczęłam szukać źródła znajomego szeptu. Pod żadnym liściem ani drzewem nikogo nie było. Tego jeszcze brakowało, żebym słyszała głosy, ale inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy.
- To Aoife do mnie mówiła! - krzyknęłam po krótkim zastanowieniu.
Ucieszyłam się z tego powodu i odparłam do zwierzaka:
- No cóż, musimy się rozstać. Wracaj do domu, ja też spróbuję odnaleźć swój.
Uśmiechnęłam się i odeszłam z myślą "tak będzie lepiej", choć głębi serca czułam, ż nie powinnam tak postępować. Odgarnęłam sprzed siebie ogromnego liścia i stanęłam jak wryta po raz drugi. Stał tam wielki brązowy TYGRYS!! Mogłam się spodziewać, że mama będzie szukać swojego "dziecka". Nie wiem nawet, czy mnie gonił, ale czułam ogromny strach, który kazał mi biec. Przedzierałam się przez krzaki i inne rośliny wpadając przy tym w wielkie pajęczyny. Z każdym krokiem brakowało mi sił. Ostatkiem energii przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę. Zobaczyłam przed sobą ocean i piękny zachód słońca. Spojrzałam w dół i zorientowałam się, że spadam prosto do wody. Pomyślałam wtedy o moich przyjaciołach i rodzicach. Wybaczyłam im wszystko, co miałam im za złe. Nie miałam już zbyt wiele czasu, więc ostatni raz zerknęłam w stronę słońca. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech...
wtorek, 5 czerwca 2012
Rozdział 5 - Jutro
Kiedy się obudziłam, Peg siedziała na parapecie okna i zapisywała coś w swoim pamiętniku.
- Dzień dobry Abi. Jak się spało? - zapytała rozpromieniona.
- Hej. W porządku, dzięki - odpowiedziałam, podchodząc w jej stronę.
- Tak się cieszę! Sean ma przyjechać tutaj jutro i będziemy mogli się spotkać. Musi być wspaniałym człowiekiem, skoro chce mnie poznać.
Uśmiechnęłam się i potargałam jej niesforne loki. Pierwszy raz poczułam, że jest dla mnie ważne to, aby Perełka miała szczęśliwe życie. Z reguły w takich sytuacjach było mi przykro, że kolejna osoba mnie zostawia, ale teraz ucieszyłam się.
- Ok, idę. Muszę się przygotować na jutrzejszy dzień.
- Jasne, idź. odpowiedziałam. Pegeen wychodząc minęła w drzwiach Aoife'ę wchodzącą do pokoju.
- Byłam na chwilę w łazience, a widzę, że coś mnie ominęło - zaczęła jak zwykle pogodna.
- Jutro ma się spotkać z bratem. Gdy mi to powiedziała ucieszyłam się zamiast przejmować kolejnym rozstaniem... - wyznałam otwarcie przyjaciółce.
- To znaczy, że naprawdę ci na niej zależy i chcesz jej dobra. Wcześniej widocznie myślałaś bardziej o sobie, a teraz zwróciłaś uwagę na coś o wiele ważniejszego jak przyjaźń i radość ze szczęścia innej osoby.
- Jej, czuję się jak na terapii u psychologa - walnęłam, co wywołało u nas śmiech.
- Brzmi głupio, ale faktycznie tak jest. Mówię ci to nie ze względu na to, abyś uważała mnie za mądrzejszą od ciebie. Chcę żebyś wiedziała, że dostrzegam zmiany w twoim zachowaniu, nie tylko te pozytywne, i że zależy mi na tobie.
Gdy Aoife skończyła, nie wiedziałam co powiedzieć. Tak szczerych słów nikt nigdy mi nie wyznał i zrozumiałam wtedy, że mój pogląd na świat faktycznie się zmienił. Ciszę przerwały nagle otwierające się drzwi.
- Aaaa! Jak się cieszę. Aoife, muszę ci coś powiedzieć! - krzyczała Peg, skacząc po pokoju.
Po chwili usiadła na łóżku i zaczęła opowiadać o jutrzejszym dniu. Usłyszałam pierwsze wypowiedziane przez nią zdanie i jej głos stłumił ogromny ból, który poczułam w okolicy klatki piersiowej. Dotarło do mnie jeszcze kilka słów i nastała głucha cisza...
- Dzień dobry Abi. Jak się spało? - zapytała rozpromieniona.
- Hej. W porządku, dzięki - odpowiedziałam, podchodząc w jej stronę.
- Tak się cieszę! Sean ma przyjechać tutaj jutro i będziemy mogli się spotkać. Musi być wspaniałym człowiekiem, skoro chce mnie poznać.
Uśmiechnęłam się i potargałam jej niesforne loki. Pierwszy raz poczułam, że jest dla mnie ważne to, aby Perełka miała szczęśliwe życie. Z reguły w takich sytuacjach było mi przykro, że kolejna osoba mnie zostawia, ale teraz ucieszyłam się.
- Ok, idę. Muszę się przygotować na jutrzejszy dzień.
- Jasne, idź. odpowiedziałam. Pegeen wychodząc minęła w drzwiach Aoife'ę wchodzącą do pokoju.
- Byłam na chwilę w łazience, a widzę, że coś mnie ominęło - zaczęła jak zwykle pogodna.
- Jutro ma się spotkać z bratem. Gdy mi to powiedziała ucieszyłam się zamiast przejmować kolejnym rozstaniem... - wyznałam otwarcie przyjaciółce.
- To znaczy, że naprawdę ci na niej zależy i chcesz jej dobra. Wcześniej widocznie myślałaś bardziej o sobie, a teraz zwróciłaś uwagę na coś o wiele ważniejszego jak przyjaźń i radość ze szczęścia innej osoby.
- Jej, czuję się jak na terapii u psychologa - walnęłam, co wywołało u nas śmiech.
- Brzmi głupio, ale faktycznie tak jest. Mówię ci to nie ze względu na to, abyś uważała mnie za mądrzejszą od ciebie. Chcę żebyś wiedziała, że dostrzegam zmiany w twoim zachowaniu, nie tylko te pozytywne, i że zależy mi na tobie.
Gdy Aoife skończyła, nie wiedziałam co powiedzieć. Tak szczerych słów nikt nigdy mi nie wyznał i zrozumiałam wtedy, że mój pogląd na świat faktycznie się zmienił. Ciszę przerwały nagle otwierające się drzwi.
- Aaaa! Jak się cieszę. Aoife, muszę ci coś powiedzieć! - krzyczała Peg, skacząc po pokoju.
Po chwili usiadła na łóżku i zaczęła opowiadać o jutrzejszym dniu. Usłyszałam pierwsze wypowiedziane przez nią zdanie i jej głos stłumił ogromny ból, który poczułam w okolicy klatki piersiowej. Dotarło do mnie jeszcze kilka słów i nastała głucha cisza...
niedziela, 3 czerwca 2012
Rozdział 4 - Dobre wieści
Po południu wróciłyśmy do swoich pokoi. Położyłam się na swoim łóżku i myślałam o Vanessie. Bardzo mnie ta sprawa niepokoiła. Nagle do pokoju wbiegła jedna z opiekunek i zabrała Pegeen na zewnątrz. Razem z Kelly, która siedziała przy oknie wymieniłyśmy podejrzliwe spojrzenia. Co to mogło znaczyć i dlaczego właśnie Perełka była w to zamieszana?
-Hhmm... to było co najmniej dziwne...-skomentowała Kelly.
W tym czasie otworzyły się drzwi, w których stanęła Aoife. Uśmiechnęła się do nas i zapytała:
-Mogę wejść?
-Jasne, siadaj-odpowiedziałam, zdejmując nogi z łóżka.
-Słyszałam jak p.Harrison rozmawiała z Pegeen w swoim gabinecie.
-O czym rozmawiały? Wpadła do naszego pokoju i zabrała ją bez słowa, wiesz coś o tym?-przerwała Aoife'ie Kelly, zasypując ją górą pytań.
-Były uchylone drzwi, ale nie wiele udało mi się zrozumieć. Mówiły coś o jakimś bracie Perełki i padło też imię Sean. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo ktoś zbliżał się korytarzem. Postanowiłam natychmiast przyjść do was-kontynuowała Aoife.
-Cóż... nie pozostaje nam nic innego jak czekać na powrót Pegeen. Wtedy zapytamy ją o co chodzi, ale myślę, że nic strasznego się nie stało-zakończyłam z optymizmem.
-Macie ochotę na grę w Scrabble? Pożyczyłam je wczoraj od Melviny-powiedziała z dumą Kelly zmieniając temat.
-Tak, super!-krzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy zabawę.
Czas mijał prędko i zanim się zorientowałyśmy słońce zbliżało się do widnokręgu zmieniając kolor nieba na ciemnofioletowy. Straciłyśmy poczucie czasu i zapomniałyśmy również o Peg, która w końcu wróciła do pokoju.
-Wróciłaś wreszcie! Martwiłyśmy się o Ciebie. P.Harrison zabrała Cię na tak długo, że myślałam, że już o nas zapomniałaś-zaczęła z uśmiechem Kelly.
-Nie zapomniałam, po prostu pojawiły się w moim życiu nowe fakty, które musiała mi przekazać. Chodzi głównie o mojego brata, Sean'a. Nie wiedziałam o jego istnieniu aż do dzisiaj. Chce się ze mną spotkać i być może będę mogła z nim zamieszkać! Byłoby fantastycznie gdyby się udało!-opowiadała, prawie krzycząc ze szczęścia.
-To świetna wiadomość!-odparła Aoife, po czym wszystkie pogratulowałyśmy Perełce wspólnym uściskiem.
Tym jakże wesołym wydarzeniem zakończyłyśmy ten długi dzień i położyłyśmy się spać. Wcześniej ubłagałyśmy p.Walker, aby Aoife mogła tę noc spędzić w naszym pokoju. Usnęłam z uśmiechem na ustach mimo tego, że to nie mnie dotyczyły wieści p.Harrison.
-Hhmm... to było co najmniej dziwne...-skomentowała Kelly.
W tym czasie otworzyły się drzwi, w których stanęła Aoife. Uśmiechnęła się do nas i zapytała:
-Mogę wejść?
-Jasne, siadaj-odpowiedziałam, zdejmując nogi z łóżka.
-Słyszałam jak p.Harrison rozmawiała z Pegeen w swoim gabinecie.
-O czym rozmawiały? Wpadła do naszego pokoju i zabrała ją bez słowa, wiesz coś o tym?-przerwała Aoife'ie Kelly, zasypując ją górą pytań.
-Były uchylone drzwi, ale nie wiele udało mi się zrozumieć. Mówiły coś o jakimś bracie Perełki i padło też imię Sean. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo ktoś zbliżał się korytarzem. Postanowiłam natychmiast przyjść do was-kontynuowała Aoife.
-Cóż... nie pozostaje nam nic innego jak czekać na powrót Pegeen. Wtedy zapytamy ją o co chodzi, ale myślę, że nic strasznego się nie stało-zakończyłam z optymizmem.
-Macie ochotę na grę w Scrabble? Pożyczyłam je wczoraj od Melviny-powiedziała z dumą Kelly zmieniając temat.
-Tak, super!-krzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy zabawę.
Czas mijał prędko i zanim się zorientowałyśmy słońce zbliżało się do widnokręgu zmieniając kolor nieba na ciemnofioletowy. Straciłyśmy poczucie czasu i zapomniałyśmy również o Peg, która w końcu wróciła do pokoju.
-Wróciłaś wreszcie! Martwiłyśmy się o Ciebie. P.Harrison zabrała Cię na tak długo, że myślałam, że już o nas zapomniałaś-zaczęła z uśmiechem Kelly.
-Nie zapomniałam, po prostu pojawiły się w moim życiu nowe fakty, które musiała mi przekazać. Chodzi głównie o mojego brata, Sean'a. Nie wiedziałam o jego istnieniu aż do dzisiaj. Chce się ze mną spotkać i być może będę mogła z nim zamieszkać! Byłoby fantastycznie gdyby się udało!-opowiadała, prawie krzycząc ze szczęścia.
-To świetna wiadomość!-odparła Aoife, po czym wszystkie pogratulowałyśmy Perełce wspólnym uściskiem.
Tym jakże wesołym wydarzeniem zakończyłyśmy ten długi dzień i położyłyśmy się spać. Wcześniej ubłagałyśmy p.Walker, aby Aoife mogła tę noc spędzić w naszym pokoju. Usnęłam z uśmiechem na ustach mimo tego, że to nie mnie dotyczyły wieści p.Harrison.
Rozdział 3 - Zwierzenia
Następny dzień rozpoczęłam z Aoife'ą. Podczas śniadania czułam się dobrze w jej towarzystwie. Razem śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o ludziach z ośrodka.
-Widzisz tę blondynkę w niebieskiej koszulce?-zapytała, biorąc kolejny kęs kanapki.
-Tak, zwróciłam na nią wcześniej uwagę. Wygląda dość sympatycznie, nie sądzisz?
-Owszem, wygląda tak, ale nic poza tym... Miałam okazję ją poznać i to jak się zachowuje to tylko pozór, maska, którą zdejmuje kiedy myślisz inaczej niż ona.
Trochę mnie zaskoczyła odpowiedź przyjaciółki, bo miałam kilka epizodów z ową blondynką w ciągu pobytu w ośrodku i zawsze miałam o niej dobre zdanie.
-Nie wiedziałam, że znałyście się wcześniej.
-Jak tutaj trafiłam to Melvina od razu przygarnęła mnie do swojej paczki. Byłam wtedy bardzo przybita wszystkim, co działo się w moim domu - kłótnie, krzyki, które zazwyczaj kończyły się biciem mnie albo mojej młodszej siostry. Ich towarzystwo sprawiło, że przestałam o tym wszystkim myśleć, bo obdarzali mnie miłością, której wcześniej nie doświadczyłam. Wszystko było jak z bajki, póki nasze odmienne poglądy nie ujrzały światła dziennego. Chodziło o jakąś drobnostkę, ale dla Melviny to był wystarczający powód żeby mnie skreślić-wyznała dziewczyna.
-Na szczęście teraz mamy siebie i nie musimy się przejmować kimś takim jak ona-dodałam, aby w miarę optymistycznie zakończyć ten temat.
Wyszłyśmy ze stołówki i ruszyłyśmy w stronę pól, będących niedaleko. Większość drogi przemilczałyśmy nie mogąc znaleźć odpowiedniego tematu na dalszą rozmowę.
-Wiesz... cały czas myślę o tym, co mi powiedziałaś i biję się z myślami, czy zadać ci to pytanie... Jak układało się w twojej rodzinie-zapytałam z niepewnością.
-To był dla mnie ciężki czas... Ojciec pił i wywoływał codzienne kłótnie. Matka na początku sprzeciwiała się jego awanturom i próbowała go uspokajać, ale wkrótce sama nie dawała sobie z tym rady i zaczęła brać narkotyki, aby "poczuć się lepiej". Nawet nie wiem skąd je miała i za co. Ojciec obwiniał mnie i Vanessę, moją młodszą siostrę, za stan matki i bił nas. W końcu sąsiedzi zauważyli co dzieje się w naszym domu i powiadomili policję. Mnie przywieźli tutaj, ale do dzisiaj nie wiem co stało się z Vanessą... tak bardzo za nią tęsknie-mówiła przez łzy Aoife'a. Jedyną rzeczą, która przyszła mi na myśl, to przytulić moją przyjaciółkę, aby wiedziała, że już nic złego jej nie spotka i że może na mnie polegać.
Pogoda zaczęła się zmieniać i w mgnieniu oka na niebie pojawiły się chmury. Szybko wracałyśmy, aby p.Walker, nasza opiekunka, nie musiała się martwić. Przez to udało nam się bezpowrotnie odbiec od wszystkich przykrych tematów. Kiedy dotarłyśmy do ośrodka zaczął spadła wielka ulewa. Usiadłyśmy, więc na parapecie w pokoju dziennym i oglądałyśmy z fascynacją to zwykłe zjawisko.
środa, 25 kwietnia 2012
Rozdział 2 - "Jestem Aoife"
Obudziłam się wcześnie, ale Pegeen nie było już w pokoju. Wstałam, ubrałam się i poszłam na śniadanie. Na stołówce było nie wiele osób. Zajęłam wolne miejsce i rozglądałam się co dziś stoi na stole. Po chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna, którą znałam z widzenia.
-Mogę?-zapytała wskazując na krzesełko.
-Jasne.
-Zawsze siedzisz sama, więc postanowiłam się przysiąść i pogadać. Jestem Aoife. - odparła z uśmiechem, podając mi rękę.
-Abigail, ale mów mi Abi. -odwzajemniłam uścisk i usiadłyśmy przy stole.
Śniadanie minęło mi dzisiaj szczególnie szybko w towarzystwie nowej znajomej. Potem poszłyśmy razem na spacer w stronę jeziora Lough Ramor.
-Jak długo jesteś w ośrodku? - zapytała.
-To będzie już jakieś 10 lat, odkąd tutaj tkwię... Dopiero dzisiaj znalazłam osobę, z którą mogę normalnie pogadać.- odpowiedziałam z nutką smutku w głosie.
-Przez te wszystkie lata nie znalazłaś tutaj nikogo z kim mogłabyś się zaprzyjaźnić? Przecież tutaj jest mnóstwo ludzi, którzy szukają kogoś takiego jak Ty.
-Oczywiście, że były jakieś koleżanki, ale szybko odchodziły, znajdywały sobie inne towarzystwo albo po prostu zostawały przydzielanie do rodzin zastępczych bądź były adoptowane. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego i przestałam dążyć do znalezienia przyjaciół...
-Hhmm... nie gadajmy już o tym. Lubisz zwierzęta, a konkretnie konie? - zapytała zupełnie z innej beczki.
-Jasne, uwielbiam. Są tak przyjacielskie, jakby za pomocą dotyku odczytywały wszystkie Twoje myśli i starały się zrozumieć każdy Twój problem. A dlaczego pytasz?
-Tutaj niedaleko jest pastwisko i często gospodarz tej fermy wypuszcza na nie, swoje rumaki. Chodźmy zobaczyć czy już tam są. Może uda nam się wsiąść na któregoś z nich! - powiedziała i pobiegła w stronę polany łapiąc mnie za rękę.
-Przecież to szaleństwo! Jak ktoś nas zobaczy to dopiero będziemy mieć problemy, a p.Walker da nam wieczny dyżur przy zmywaniu!
Próbowałam powstrzymać dziewczynę od tego pomysłu, bo zwyczajnie nie chciałam mieć nieprzyjemności, ale w głębi duszy miałam wielką ochotę to zrobić i nie przejmować się konsekwencjami.
-No dobrze, żartowałam. Jesteś bardzo spięta. Jak na swój wiek bardzo się wszystkim przejmujesz... nigdy nie próbujesz spełniać swoich marzeń? - powiedziała zatrzymując się.
-Nie, gdy wiem, że będą musiała tego żałować! Wracam do pokoju.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę ośrodka. Było mi głupio, że zostawiłam ją tam samą, bo w sumie nic takiego się nie wydarzyło. Po chwili dogoniła mnie.
-Przepraszam, nie powinnam tego mówić. To było głupie z mojej strony. - przepraszała.
-Nie, to ja tak zareagowałam, a w sumie to nie takie rzeczy się przeżyło...
Dalej wracałyśmy już razem, rozmawiając o planach na dzisiejszy dzień. Zastanawiałam się wtedy czy powinnam się angażować w tę przyjaźń. Doznałam już wystarczająco dużo porażek. Nie chciałam ponosić następnej i po raz kolejny się ranić.
-Mogę?-zapytała wskazując na krzesełko.
-Jasne.
-Zawsze siedzisz sama, więc postanowiłam się przysiąść i pogadać. Jestem Aoife. - odparła z uśmiechem, podając mi rękę.
-Abigail, ale mów mi Abi. -odwzajemniłam uścisk i usiadłyśmy przy stole.
Śniadanie minęło mi dzisiaj szczególnie szybko w towarzystwie nowej znajomej. Potem poszłyśmy razem na spacer w stronę jeziora Lough Ramor.
-Jak długo jesteś w ośrodku? - zapytała.
-To będzie już jakieś 10 lat, odkąd tutaj tkwię... Dopiero dzisiaj znalazłam osobę, z którą mogę normalnie pogadać.- odpowiedziałam z nutką smutku w głosie.
-Przez te wszystkie lata nie znalazłaś tutaj nikogo z kim mogłabyś się zaprzyjaźnić? Przecież tutaj jest mnóstwo ludzi, którzy szukają kogoś takiego jak Ty.
-Oczywiście, że były jakieś koleżanki, ale szybko odchodziły, znajdywały sobie inne towarzystwo albo po prostu zostawały przydzielanie do rodzin zastępczych bądź były adoptowane. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego i przestałam dążyć do znalezienia przyjaciół...
-Hhmm... nie gadajmy już o tym. Lubisz zwierzęta, a konkretnie konie? - zapytała zupełnie z innej beczki.
-Jasne, uwielbiam. Są tak przyjacielskie, jakby za pomocą dotyku odczytywały wszystkie Twoje myśli i starały się zrozumieć każdy Twój problem. A dlaczego pytasz?
-Tutaj niedaleko jest pastwisko i często gospodarz tej fermy wypuszcza na nie, swoje rumaki. Chodźmy zobaczyć czy już tam są. Może uda nam się wsiąść na któregoś z nich! - powiedziała i pobiegła w stronę polany łapiąc mnie za rękę.
-Przecież to szaleństwo! Jak ktoś nas zobaczy to dopiero będziemy mieć problemy, a p.Walker da nam wieczny dyżur przy zmywaniu!
Próbowałam powstrzymać dziewczynę od tego pomysłu, bo zwyczajnie nie chciałam mieć nieprzyjemności, ale w głębi duszy miałam wielką ochotę to zrobić i nie przejmować się konsekwencjami.
-No dobrze, żartowałam. Jesteś bardzo spięta. Jak na swój wiek bardzo się wszystkim przejmujesz... nigdy nie próbujesz spełniać swoich marzeń? - powiedziała zatrzymując się.
-Nie, gdy wiem, że będą musiała tego żałować! Wracam do pokoju.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę ośrodka. Było mi głupio, że zostawiłam ją tam samą, bo w sumie nic takiego się nie wydarzyło. Po chwili dogoniła mnie.
-Przepraszam, nie powinnam tego mówić. To było głupie z mojej strony. - przepraszała.
-Nie, to ja tak zareagowałam, a w sumie to nie takie rzeczy się przeżyło...
Dalej wracałyśmy już razem, rozmawiając o planach na dzisiejszy dzień. Zastanawiałam się wtedy czy powinnam się angażować w tę przyjaźń. Doznałam już wystarczająco dużo porażek. Nie chciałam ponosić następnej i po raz kolejny się ranić.
Rozdział 1 - "Boję się"
Nagle do pokoju weszła Kelly.
-Co się tak gapisz? Obudź się wreszcie, dziewczyno! Nie jesteś tutaj sama i nikt nie będzie wokół Ciebie skakał! Rusz się i idź się kąpać.-powiedziała.
Otrząsnęłam się i poszłam pod prysznic. Kiedy chłodne krople spływały po moim ciele zastanawiałam się nad tym, co mówiła moja współlokatorka. Nie trwało to długo, bo zaraz ktoś zaczął się dobijać do drzwi od łazienki, żebym się pośpieszyła. Wytarłam się prędko w suchy ręcznik i ruszyłam do łóżka. Było mi bardzo zimno, bo znowu wysiadło ogrzewanie i bojler nie ogrzewał wystarczającej ilości wody. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, ale nic z tego. Obok mnie, na swoim łóżku leżała dziewczynka o imieniu Pegeen, co po irlandzku oznacza "perła". Słyszałam jak cicho płakała, skulona w pościeli.
-Co się stało Pegeen? Nie możesz spać?-zapytałam dziewczynkę powoli podchodząc do jej łóżka.
-Boję się. - szepnęła przez łzy
-Jak chcesz możesz spać dzisiaj ze mną. - zaproponowałam
-Mam nadzieję, że nie zajmiesz dużo miejsca.
Po tych słowach trochę się rozweseliła, ale łzy nadal spływały po jej okrągłych policzkach. Położyła się obok mnie i mocno wtuliła w swojego misia.
-Masz pięknego misia. Jak ma na imię?- próbowałam zmienić temat
-On nie ma imienia. -odpowiedziała oschło dziewczynka
-W takim razie powinnaś się nad tym zastanowić. Jest tyle wspaniałych im...
-Nie chce się nad niczym zastanawiać! Idę spać i nie zamierzam z Tobą dalej gadać. Dobranoc!-przerwała mi prawie krzycząc.
-Dobranoc
Odpowiedziałam cicho i odwróciłam się na drugi bok patrząc w stronę okna. Zachowanie tej małej bardzo mnie zdziwiło. Na początku wydawała się miła, a potem taka nieprzyjemna sytuacja...
wtorek, 24 kwietnia 2012
Prolog
Siedziałam jak zawsze przy pustym biurku i myślałam o tym, jak mogłoby wyglądać moje życie... wylegiwanie się przed kominkiem wspólnie z najlepszymi przyjaciółmi, rodziną, czytanie książek młodszemu rodzeństwu i przyglądanie się jak dorastają i stają się wspaniałymi ludźmi. Jedzenie posiłków razem, rozmowy i mnóstwo fantastycznych chwil spędzonych w rodzinnej i przytulnej atmosferze, w której czułabym się bezpieczna, a przede wszystkim potrzebna innym. Uśmiech osób z klasy widzących mnie na szkolnym korytarzu byłby dla mnie czymś bardzo miłym, bo miałabym tę wewnętrzną pewność siebie, która pomogłaby mi być silniejszą z każdym dniem. Wspólne przesiadywanie po szkole na dworze razem ze znajomymi byłoby czymś zupełnie normalnym i pewnie nie zastanawiałabym się nad tym jak bardzo to wpływa na moje życie i nie doceniałabym tego aż tak bardzo jak powinnam. Poznanie osoby, która sprawiałaby, że mój świat wyglądałby jeszcze bardziej barwnie i przy niej byłabym kimś zupełnie innym. Kimś szczęśliwym...
Subskrybuj:
Posty (Atom)