środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 2 - "Jestem Aoife"

Obudziłam się wcześnie, ale Pegeen nie było już w pokoju. Wstałam, ubrałam się i poszłam na śniadanie. Na stołówce było nie wiele osób. Zajęłam wolne miejsce i rozglądałam się co dziś stoi na stole. Po chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna, którą znałam z widzenia.
-Mogę?-zapytała wskazując na krzesełko.
-Jasne.
-Zawsze siedzisz sama, więc postanowiłam się przysiąść i pogadać. Jestem Aoife. - odparła z uśmiechem, podając mi rękę.
-Abigail, ale mów mi Abi. -odwzajemniłam uścisk i usiadłyśmy przy stole.
Śniadanie minęło mi dzisiaj szczególnie szybko w towarzystwie nowej znajomej. Potem poszłyśmy razem na spacer w stronę jeziora Lough Ramor.
-Jak długo jesteś w ośrodku? - zapytała.
-To będzie już jakieś 10 lat, odkąd tutaj tkwię... Dopiero dzisiaj znalazłam osobę, z którą mogę normalnie pogadać.- odpowiedziałam z nutką smutku w głosie.
-Przez te wszystkie lata nie znalazłaś tutaj nikogo z kim mogłabyś się zaprzyjaźnić? Przecież tutaj jest mnóstwo ludzi, którzy szukają kogoś takiego jak Ty.
-Oczywiście, że były jakieś koleżanki, ale szybko odchodziły, znajdywały sobie inne towarzystwo albo po prostu zostawały przydzielanie do rodzin zastępczych bądź były adoptowane. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego i przestałam dążyć do znalezienia przyjaciół...
-Hhmm... nie gadajmy już o tym. Lubisz zwierzęta, a konkretnie konie? - zapytała zupełnie z innej beczki.
-Jasne, uwielbiam. Są tak przyjacielskie, jakby za pomocą dotyku odczytywały wszystkie Twoje myśli i starały się zrozumieć każdy Twój problem. A dlaczego pytasz?
-Tutaj niedaleko jest pastwisko i często gospodarz tej fermy wypuszcza na nie, swoje rumaki. Chodźmy zobaczyć czy już tam są. Może uda nam się wsiąść na któregoś z nich! - powiedziała i pobiegła w stronę polany łapiąc mnie za rękę.
-Przecież to szaleństwo! Jak ktoś nas zobaczy to dopiero będziemy mieć problemy, a p.Walker da nam wieczny dyżur przy zmywaniu!
Próbowałam powstrzymać dziewczynę od tego pomysłu, bo zwyczajnie nie chciałam mieć nieprzyjemności, ale w głębi duszy miałam wielką ochotę to zrobić i nie przejmować się konsekwencjami.
-No dobrze, żartowałam. Jesteś bardzo spięta. Jak na swój wiek bardzo się wszystkim przejmujesz... nigdy nie próbujesz spełniać swoich marzeń? - powiedziała zatrzymując się.
-Nie, gdy wiem, że będą musiała tego żałować! Wracam do pokoju.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę ośrodka. Było mi głupio, że zostawiłam ją tam samą, bo w sumie nic takiego się nie wydarzyło. Po chwili dogoniła mnie.
-Przepraszam, nie powinnam tego mówić. To było głupie z mojej strony. - przepraszała.
-Nie, to ja tak zareagowałam, a w sumie to nie takie rzeczy się przeżyło...
Dalej wracałyśmy już razem, rozmawiając o planach na dzisiejszy dzień. Zastanawiałam się wtedy czy powinnam się angażować w tę przyjaźń. Doznałam już wystarczająco dużo porażek. Nie chciałam ponosić następnej i po raz kolejny się ranić.

Rozdział 1 - "Boję się"

Nagle do pokoju weszła Kelly.
-Co się tak gapisz? Obudź się wreszcie, dziewczyno! Nie jesteś tutaj sama i nikt nie będzie wokół Ciebie skakał! Rusz się i idź się kąpać.-powiedziała.
Otrząsnęłam się i poszłam pod prysznic. Kiedy chłodne krople spływały po moim ciele zastanawiałam się nad tym, co mówiła moja współlokatorka. Nie trwało to długo, bo zaraz ktoś zaczął się dobijać do drzwi od łazienki, żebym się pośpieszyła. Wytarłam się prędko w suchy ręcznik i ruszyłam do łóżka. Było mi bardzo zimno, bo znowu wysiadło ogrzewanie i bojler nie ogrzewał wystarczającej ilości wody. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, ale nic z tego. Obok mnie,  na swoim łóżku leżała dziewczynka o imieniu Pegeen, co po irlandzku oznacza "perła". Słyszałam jak cicho płakała, skulona w pościeli.
-Co się stało Pegeen? Nie możesz spać?-zapytałam dziewczynkę powoli podchodząc do jej łóżka.
-Boję się. - szepnęła przez łzy
-Jak chcesz możesz spać dzisiaj ze mną. - zaproponowałam 
-Mam nadzieję, że nie zajmiesz dużo miejsca.
Po tych słowach trochę się rozweseliła, ale łzy nadal spływały po jej okrągłych policzkach. Położyła się obok mnie i mocno wtuliła w swojego misia.
-Masz pięknego misia. Jak ma na imię?- próbowałam zmienić temat
-On nie ma imienia. -odpowiedziała oschło dziewczynka
-W takim razie powinnaś się nad tym zastanowić. Jest tyle wspaniałych im...
-Nie chce się nad niczym zastanawiać! Idę spać i nie zamierzam z Tobą dalej gadać. Dobranoc!-przerwała mi prawie krzycząc.
-Dobranoc
Odpowiedziałam cicho i odwróciłam się na drugi bok patrząc w stronę okna. Zachowanie tej małej bardzo mnie zdziwiło. Na początku wydawała się miła, a potem taka nieprzyjemna sytuacja...   

wtorek, 24 kwietnia 2012

Prolog

Siedziałam jak zawsze przy pustym biurku i myślałam o tym, jak mogłoby wyglądać moje życie... wylegiwanie się przed kominkiem wspólnie z najlepszymi przyjaciółmi, rodziną, czytanie książek młodszemu rodzeństwu i przyglądanie się jak dorastają i stają się wspaniałymi ludźmi. Jedzenie posiłków razem, rozmowy i mnóstwo fantastycznych chwil spędzonych w rodzinnej i przytulnej atmosferze, w której czułabym się bezpieczna, a przede wszystkim potrzebna innym. Uśmiech osób z klasy widzących mnie na szkolnym korytarzu byłby dla mnie czymś bardzo miłym, bo miałabym tę wewnętrzną pewność siebie, która pomogłaby mi być silniejszą z każdym dniem. Wspólne przesiadywanie po szkole na dworze razem ze znajomymi byłoby czymś zupełnie normalnym i pewnie nie zastanawiałabym się nad tym jak bardzo to wpływa na moje życie i nie doceniałabym tego aż tak bardzo jak powinnam. Poznanie osoby, która sprawiałaby, że mój świat wyglądałby jeszcze bardziej barwnie i przy niej byłabym kimś zupełnie innym. Kimś szczęśliwym...