wtorek, 18 czerwca 2013

Wyindywidualizowana op. 3

***
Czasem potrzeba czasu. Czasu na przemyślenie różnych spraw albo wręcz przeciwnie, oderwanie się od nich. Spojrzenie na coś z dystansu, to postawienie tej rzeczy lub zdarzenia w kompletnie innym świetle.

***
Nigdy nie wolno nikogo zabierać tylko dla siebie. Dobra relacja nie polega na ograniczaniu, ale na poszerzaniu horyzontów. To właściwie banalne, bo przecież każdy człowiek jest szczęśliwy tylko wtedy, gdy jest wolny. Niezależny. Zdumiewające, że aby zrozumieć pewne proste rzeczy, potrzeba przejść trudne chwile.

***
Teraz jestem szczęśliwa.

piątek, 14 czerwca 2013

Wyindywidualizowana op. 2

Właściwie sama nie wiem co robi źle. Zawsze kończy się tak samo.
To jest jak piosenka - są różne zwrotki, ale refreny wciąż brzmią identycznie. Dlaczego?
Na początku można pomyśleć, że to wina innych. To oni w końcu się nudzą i oddalają. Niestety, nie w tym problem. Ona to powoduje. Najgorsze jest to, że nie wie w jaki sposób i kiedy. Dzieje się nagle i potem nie da się tego odwrócić.



"Bez sensu..."

piątek, 31 maja 2013

Wyindywidualizowana op. 1

Chodzi tutaj o kobietę. Znam Ją naprawdę dobrze...albo tylko tak mi się wydaję. Ma znajomych, którzy są lubiani i szanowani przez innych ludzi, łatwo nawiązują kontakty. Otwarci, kreatywni, zawsze uśmiechnięci, dobrze ubrani. Wszystko na pozór idealne. Ale czy niezbędne?
Ona również to zauważyła. Jest z nimi, ale równocześnie gdzieś indziej, sama. Im to wystarcza. Uważają, że ich obecność w pobliżu powinna wystarczyć, że musi się tym zadowolić. Możliwe, że nie robią tego umyślnie, ale nie zauważają jej. Ta dziewczyna czuje się jak zabawka. Znudziła się swojemu właścicielowi, który ani jej nie odda, ani nie będzie się nią bawił. Niby nie jest odrzucona, ale także nieużyteczna. Czuje, że jest niczym. Nie nadaje się nawet do wyrzucenia.

środa, 24 kwietnia 2013

Wyindywidualizowana

Każdy potrzebuje kogoś bliskiego. Kogoś, kto zawsze będzie stał obok. Jeżeli będzie trzeba, poczeka wystarczająco długo, bo wie, że jest na co. To jest po prostu naturalne, że każdy człowiek ma osobę, z którą mógłby zrobić dosłownie wszystko i nigdy tego nie żałować. A co jeśli takiej osoby nie ma? Wtedy człowiek mimo tego, że stoi w tłumie ludzi, jest zupełnie sam. Ma z nimi dobry kontakt, często na prawdę dobrze się bawią, ale potem znów wraca do codziennej samotności, od której po raz kolejny nie może się uwolnić. Gubi się w tym wszystkim. Nie wie, czy to wina otaczającego tłumu, czy swojej osoby. Zwyczajnie brakuje mu kogoś, kto zrozumiałby go tak, jak nikt inny. Boi się, że już zawsze będzie sam. Jest inteligentny, wszyscy mówią mu, że ma niesamowite zdolności, o stokroć lepsze od innych ludzi, którzy zazdroszczą mu wielu rzeczy. Tyle, że nikt nie zauważa jego wyizolowania, którego nie może przezwyciężyć. Z czasem jest lepiej, ale nadal odczuwa pustkę. Wbrew pozorom, on również zazdrości tym ludziom. Ten człowiek pragnie zwyczajnej szczerości i poświecenia czasu. Drobiazgów.

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 13 - "Sama chciałaś."

- Widzę, że w końcu łaskawie zebrałaś wszystkie fakty i złożyłaś w całość. Dużo czasu Ci to zajęło. Następnym razem może być za późno. - zaczęła drwiąco.
- Jak to następnym razem?! Będzie jakiś następny raz? Kim Ty w ogóle jesteś, zamierzasz skrzywdzić wszystkich moich bliskich? I tak już wielu straciłam...
   Emocje... Nie są dobrym doradcą, a czułam, że nie powinnam jej tego mówić. Otwierać się przed nią w pewien sposób. Miałam przeczucie, że wykorzysta to przeciwko mnie jak w jakimś marnym serialu.
- Tak tylko sobie żartowałam... ale naprawdę liczyłam na większy refleks. Powinnaś nad tym popracować, bo nie poradzisz sobie w życiu. - mówiła wciąż z kpiną w głosie.
- Dlaczego miałabym słuchać takiej małej dziewczynki jak Ty? To śmieszne... - odparłam, próbując w jakikolwiek sposób przejąć nad tym kontrolę.
- Kiedyś zrozumiesz. Z resztą już dałaś się kupić i w pewnym sensie można powiedzieć, że jesteś moja.
   Wszelkie nadzieje na zdobycie "wyższego stanowiska" w naszej znajomości legły w gruzach. Znowu dobiła mnie moimi błędami, które wciąż świadomie wykorzystuje.
- Dlaczego do mnie przychodzisz? Przecież na początku chciałaś żebym Cię zostawiła. Zmieniłaś zdanie?
- Próbujesz mnie podejść? Po prostu dostrzegłam w tym dobre strony, ale niekoniecznie dobre dla Ciebie. Sama chciałaś. - odparła oschło.
   Nagle ktoś zapukał do drzwi, po czym ostrożnie je otworzył.
- Hej, jak się czujesz? - zapytała cicho Aoife.
   Spojrzałam w stronę Renny, ale mój wzrok zastał jedynie pusty kąt.
- Nie jest Ci zimno? Otworzyłaś okno na całą szerokość...
- Okno...? Było mi duszno, chciałam się trochę dotlenić. - skłamałam, ukrywając wizytę Renny.
- Rozumiem. Rozmawiałam z p.Walker i dowiedziałam się, że pogrzeb odbędzie się za trzy dni. Wtedy będziemy mogły się pożegnać z...
   Zauważyłam nagły smutek na jej twarzy, ale nie uroniła nawet łzy. Unikała mojego wzroku, spoglądając w stronę okna. Podeszłam do niej i objęłam. To jedyne, co mogłam zrobić.
   Po chwili poczułam delikatne muśnięcie łzy Aoife'y o moją rękę. Kropla powoli i nieregularnie spływała w stronę łokcia, aż wreszcie dotarła do niego i spadła na podłogę, znikając wśród nitek dywanu. Była jak Peg. Mała i delikatna. Czasem szybka, a czasem ostrożna i spokojna. Jej droga była krótka i skończyła się niespodziewanie, ale co najważniejsze, zostawiła po sobie ślad. Łza Aoife-y na mojej ręce, a Peg w sercach wszystkich swoich bliskich...


___________________
Trzynasty rozdział, mam nadzieję, że nie taki pechowy :).

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 12 - "Miała na sobie czerwoną sukienkę..."

- Abi? - usłyszałam, gdy ktoś dotknął mojego ramienia.
- Hej, co tam? - odparłam do stojącej obok Aoife'y.
- U mnie jak to u mnie, ale u Ciebie chyba nie jest dobrze... - jak zawsze czytała mi w myślach.
- Po prostu... ostatnio spotykają mnie tajemnicze, wręcz dziwne rzeczy, ale na razie nie chcę o tym mówić. Może wkrótce coś się wyjaśni.
   W tym momencie weszła do pokoju p.Walker. Na jej twarzy malował się niepokój, a w głowie szalał mętlik słów, które nie mogły się wydostać.
- Abigail, pozwól ze mną. - odparła oschło.
   Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Kobieta zaprowadziła mnie do swojego gabinetu, wskazała miejsce na krześle i przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Próbowałam wyczytać cokolwiek z jej brązowych oczu, które błądziły po pokoju, jakby nie miały odwagi spotkać się z moim wzrokiem.
- Godzinę temu dotarła do nas informacja... o tragedii jaka miała miejsce dzisiaj rano...- zaczęła wreszcie drgającym głosem. - Pegeen miała wypadek samochodowy. Zderzenie z pociągiem. Ona i jej brat... nie przeżyli.
   Siedziałam ze wzrokiem wlepionym w okropny dywan gabinetu. Nie wierzyłam. Wychowawczyni jeszcze coś mówiła, ale nie słuchałam jej. Miałam przed oczami Peg, szykującą się dziś rano na spotkanie. Słyszałam nieustanny śmiech rozchodzący się z jej ust. Miała na sobie czerwoną sukienkę, w której tak ślicznie wyglądała.
   Nagle wstałam i bez słowa wróciłam do pokoju. Znowu był pusty. Usiadłam na krześle i dłuższą chwilę patrzyłam na niewielki wazonik ulepiony z gliny przez małe, niewinne rączki Perełki. Po chwili znowu dostrzegłam tę białą kartkę leżącą obok, na stole. Bez namysłu wzięłam ją do ręki i odwróciłam na drugą stronę. To był rysunek Renny. Ta sama dziewczyna siedząca w samochodzie, ale... na twarzy miała dużo krwawiących ran, pokrywających się z kolorem sukienki, a jej mina przedstawiała pustkę. Wszędzie leżały porozrzucane kawałki szkła, prawdopodobnie pochodzące z rozbitej szyby. Kobieta wyglądała na nieprzytomną albo po prostu... martwą. Wtedy coś do mnie dotarło. Jakbym usłyszała szept zza pleców, wymawiający powoli jedno, przerażające mnie słowo... "PEGEEN!"



_____________________________
Krótki rozdział w ramach mojego małego COMING BACK. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście już całego wątku opowiadania, a jeśli tak, to zapraszam do odświeżenia pamięci :).
Love ya 

wtorek, 11 września 2012

Rozdział 11 - "A jak nas wyda?"

- Hej, wróciłyśmy! - powiedziała Aoife, wchodząc do pokoju.
- Cześć, jak tam? Gdzie byłyście? - zapytałam wesoło.
- Spotkałyśmy Brian'a na schodach i byłyśmy u niego. Wpadnie tutaj za chwile, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, dlaczego? Nie ma sprawy. Tak poza tym, to szukałyście czegoś na mojej półce w szafie? - zmieniłam temat.
- Szukałam żółtej bluzki, którą ode mnie pożyczyłaś tydzień temu. - odparła Kelly.
- Oddałam Ci ją następnego dnia, z resztą to nie powód żeby...
- Cześć, można? - odezwał się głos zza uchylonych drzwi.
- Jasne, wchodź. - odpowiedziała Aoife.
- Właściwie to ja chciałem zabrać Abi na spacer. - powiedział zawstydzony.
- Ok, chodźmy. - odparłam z przyklejonych do twarzy uśmiechem, bo wcale nie miałam ochoty na romantyczne przechadzki...
Wyszliśmy na zewnątrz nie zamieniając słowa. Ta niezręczna cisza tworzyła w mojej głowie co raz więcej myśli. Byłam pewna, że gdy wydusi z siebie jakieś słowa, nie będzie to zwykła rozmowa o pogodzie...
- Długo się już przyjaźnicie z Kelly? - zapytał wreszcie.
- Od czasu, kiedy zamieszkałyśmy razem w pokoju miałyśmy dobry kontakt. Teraz nasze relacje się polepszyły.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale wydaję się w porządku.
- Tak, ona również Cię polubiła. - odparłam z uśmiechem. Można powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą gdy zorientowałam się, że chodzi mu o Kelly.
- No właśnie... to nie jest takie proste jak myślisz. Prawie się nie znamy, ale wydajesz mi się najbardziej odpowiednią osobą... - przerwał.
Zaczęłam się gubić. O co mu tak na prawdę chodzi?
- Chciałem Ci przedstawić Alana. - powiedział wskazując na chłopaka siedzącego na ławce, przy której się zatrzymaliśmy.
- Twojego przyjaciela. - dodałam, podając mu rękę na przywitanie.
- Mojego chłopaka. - poprawił mnie Brian. Ta wiadomość delikatnie mną wstrząsnęła. Nie byłam temu przeciwna, każdy ma prawo do szczęścia. Z pewnością oboje zauważyli mój zszokowany wyraz twarzy, ale chyba byli na to przygotowani.
- Przepraszam, ale nie myślałam o tym w ten sposób. Trochę mnie zaskoczyliście. - przyznałam.
- To nic, bałem się, że zareagujesz inaczej. Jesteś pierwszą osobę, która o nas wie. - odparł Alan.
- Widzisz, bo chciałem zapytać Cię o radę. Jak powinienem to powiedzieć Kelly? - zapytał Brian.
- Mamy jej powiedzieć prawdę, jak tobie? A jak nas wyda? Nie możemy ryzykować, bo nie damy sobie z tym rady. - dodał Alan.
- Już zaryzykowaliście, mówiąc mi. Nie wiem, co mam wam poradzić, muszę wrócić do pokoju i na spokojnie to przemyśleć. Jeśli chodzi o mnie, to nie powiem nikomu, możecie na mnie liczyć.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopaków i ruszyłam w stronę schodów. Potrzebowałam czasu na zebranie myśli. Szłam, potykając się o stopnie, które wydawały się wyjątkowo wysokie, ale nie zwracałam na to uwagi. Wróciłam do pustego pokoju. Na stole zauważyłam kartkę - pewnie od dziewczyn - ale zignorowałam ją. Usiadłam na parapecie okna, założyłam słuchawki na uszy i patrzyłam na uginające się pod wpływem wiatru drzewa.