sobota, 30 marca 2013

Rozdział 13 - "Sama chciałaś."

- Widzę, że w końcu łaskawie zebrałaś wszystkie fakty i złożyłaś w całość. Dużo czasu Ci to zajęło. Następnym razem może być za późno. - zaczęła drwiąco.
- Jak to następnym razem?! Będzie jakiś następny raz? Kim Ty w ogóle jesteś, zamierzasz skrzywdzić wszystkich moich bliskich? I tak już wielu straciłam...
   Emocje... Nie są dobrym doradcą, a czułam, że nie powinnam jej tego mówić. Otwierać się przed nią w pewien sposób. Miałam przeczucie, że wykorzysta to przeciwko mnie jak w jakimś marnym serialu.
- Tak tylko sobie żartowałam... ale naprawdę liczyłam na większy refleks. Powinnaś nad tym popracować, bo nie poradzisz sobie w życiu. - mówiła wciąż z kpiną w głosie.
- Dlaczego miałabym słuchać takiej małej dziewczynki jak Ty? To śmieszne... - odparłam, próbując w jakikolwiek sposób przejąć nad tym kontrolę.
- Kiedyś zrozumiesz. Z resztą już dałaś się kupić i w pewnym sensie można powiedzieć, że jesteś moja.
   Wszelkie nadzieje na zdobycie "wyższego stanowiska" w naszej znajomości legły w gruzach. Znowu dobiła mnie moimi błędami, które wciąż świadomie wykorzystuje.
- Dlaczego do mnie przychodzisz? Przecież na początku chciałaś żebym Cię zostawiła. Zmieniłaś zdanie?
- Próbujesz mnie podejść? Po prostu dostrzegłam w tym dobre strony, ale niekoniecznie dobre dla Ciebie. Sama chciałaś. - odparła oschło.
   Nagle ktoś zapukał do drzwi, po czym ostrożnie je otworzył.
- Hej, jak się czujesz? - zapytała cicho Aoife.
   Spojrzałam w stronę Renny, ale mój wzrok zastał jedynie pusty kąt.
- Nie jest Ci zimno? Otworzyłaś okno na całą szerokość...
- Okno...? Było mi duszno, chciałam się trochę dotlenić. - skłamałam, ukrywając wizytę Renny.
- Rozumiem. Rozmawiałam z p.Walker i dowiedziałam się, że pogrzeb odbędzie się za trzy dni. Wtedy będziemy mogły się pożegnać z...
   Zauważyłam nagły smutek na jej twarzy, ale nie uroniła nawet łzy. Unikała mojego wzroku, spoglądając w stronę okna. Podeszłam do niej i objęłam. To jedyne, co mogłam zrobić.
   Po chwili poczułam delikatne muśnięcie łzy Aoife'y o moją rękę. Kropla powoli i nieregularnie spływała w stronę łokcia, aż wreszcie dotarła do niego i spadła na podłogę, znikając wśród nitek dywanu. Była jak Peg. Mała i delikatna. Czasem szybka, a czasem ostrożna i spokojna. Jej droga była krótka i skończyła się niespodziewanie, ale co najważniejsze, zostawiła po sobie ślad. Łza Aoife-y na mojej ręce, a Peg w sercach wszystkich swoich bliskich...


___________________
Trzynasty rozdział, mam nadzieję, że nie taki pechowy :).

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 12 - "Miała na sobie czerwoną sukienkę..."

- Abi? - usłyszałam, gdy ktoś dotknął mojego ramienia.
- Hej, co tam? - odparłam do stojącej obok Aoife'y.
- U mnie jak to u mnie, ale u Ciebie chyba nie jest dobrze... - jak zawsze czytała mi w myślach.
- Po prostu... ostatnio spotykają mnie tajemnicze, wręcz dziwne rzeczy, ale na razie nie chcę o tym mówić. Może wkrótce coś się wyjaśni.
   W tym momencie weszła do pokoju p.Walker. Na jej twarzy malował się niepokój, a w głowie szalał mętlik słów, które nie mogły się wydostać.
- Abigail, pozwól ze mną. - odparła oschło.
   Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Kobieta zaprowadziła mnie do swojego gabinetu, wskazała miejsce na krześle i przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Próbowałam wyczytać cokolwiek z jej brązowych oczu, które błądziły po pokoju, jakby nie miały odwagi spotkać się z moim wzrokiem.
- Godzinę temu dotarła do nas informacja... o tragedii jaka miała miejsce dzisiaj rano...- zaczęła wreszcie drgającym głosem. - Pegeen miała wypadek samochodowy. Zderzenie z pociągiem. Ona i jej brat... nie przeżyli.
   Siedziałam ze wzrokiem wlepionym w okropny dywan gabinetu. Nie wierzyłam. Wychowawczyni jeszcze coś mówiła, ale nie słuchałam jej. Miałam przed oczami Peg, szykującą się dziś rano na spotkanie. Słyszałam nieustanny śmiech rozchodzący się z jej ust. Miała na sobie czerwoną sukienkę, w której tak ślicznie wyglądała.
   Nagle wstałam i bez słowa wróciłam do pokoju. Znowu był pusty. Usiadłam na krześle i dłuższą chwilę patrzyłam na niewielki wazonik ulepiony z gliny przez małe, niewinne rączki Perełki. Po chwili znowu dostrzegłam tę białą kartkę leżącą obok, na stole. Bez namysłu wzięłam ją do ręki i odwróciłam na drugą stronę. To był rysunek Renny. Ta sama dziewczyna siedząca w samochodzie, ale... na twarzy miała dużo krwawiących ran, pokrywających się z kolorem sukienki, a jej mina przedstawiała pustkę. Wszędzie leżały porozrzucane kawałki szkła, prawdopodobnie pochodzące z rozbitej szyby. Kobieta wyglądała na nieprzytomną albo po prostu... martwą. Wtedy coś do mnie dotarło. Jakbym usłyszała szept zza pleców, wymawiający powoli jedno, przerażające mnie słowo... "PEGEEN!"



_____________________________
Krótki rozdział w ramach mojego małego COMING BACK. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście już całego wątku opowiadania, a jeśli tak, to zapraszam do odświeżenia pamięci :).
Love ya