poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 12 - "Miała na sobie czerwoną sukienkę..."

- Abi? - usłyszałam, gdy ktoś dotknął mojego ramienia.
- Hej, co tam? - odparłam do stojącej obok Aoife'y.
- U mnie jak to u mnie, ale u Ciebie chyba nie jest dobrze... - jak zawsze czytała mi w myślach.
- Po prostu... ostatnio spotykają mnie tajemnicze, wręcz dziwne rzeczy, ale na razie nie chcę o tym mówić. Może wkrótce coś się wyjaśni.
   W tym momencie weszła do pokoju p.Walker. Na jej twarzy malował się niepokój, a w głowie szalał mętlik słów, które nie mogły się wydostać.
- Abigail, pozwól ze mną. - odparła oschło.
   Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Kobieta zaprowadziła mnie do swojego gabinetu, wskazała miejsce na krześle i przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Próbowałam wyczytać cokolwiek z jej brązowych oczu, które błądziły po pokoju, jakby nie miały odwagi spotkać się z moim wzrokiem.
- Godzinę temu dotarła do nas informacja... o tragedii jaka miała miejsce dzisiaj rano...- zaczęła wreszcie drgającym głosem. - Pegeen miała wypadek samochodowy. Zderzenie z pociągiem. Ona i jej brat... nie przeżyli.
   Siedziałam ze wzrokiem wlepionym w okropny dywan gabinetu. Nie wierzyłam. Wychowawczyni jeszcze coś mówiła, ale nie słuchałam jej. Miałam przed oczami Peg, szykującą się dziś rano na spotkanie. Słyszałam nieustanny śmiech rozchodzący się z jej ust. Miała na sobie czerwoną sukienkę, w której tak ślicznie wyglądała.
   Nagle wstałam i bez słowa wróciłam do pokoju. Znowu był pusty. Usiadłam na krześle i dłuższą chwilę patrzyłam na niewielki wazonik ulepiony z gliny przez małe, niewinne rączki Perełki. Po chwili znowu dostrzegłam tę białą kartkę leżącą obok, na stole. Bez namysłu wzięłam ją do ręki i odwróciłam na drugą stronę. To był rysunek Renny. Ta sama dziewczyna siedząca w samochodzie, ale... na twarzy miała dużo krwawiących ran, pokrywających się z kolorem sukienki, a jej mina przedstawiała pustkę. Wszędzie leżały porozrzucane kawałki szkła, prawdopodobnie pochodzące z rozbitej szyby. Kobieta wyglądała na nieprzytomną albo po prostu... martwą. Wtedy coś do mnie dotarło. Jakbym usłyszała szept zza pleców, wymawiający powoli jedno, przerażające mnie słowo... "PEGEEN!"



_____________________________
Krótki rozdział w ramach mojego małego COMING BACK. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście już całego wątku opowiadania, a jeśli tak, to zapraszam do odświeżenia pamięci :).
Love ya 

1 komentarz: