wtorek, 11 września 2012

Rozdział 11 - "A jak nas wyda?"

- Hej, wróciłyśmy! - powiedziała Aoife, wchodząc do pokoju.
- Cześć, jak tam? Gdzie byłyście? - zapytałam wesoło.
- Spotkałyśmy Brian'a na schodach i byłyśmy u niego. Wpadnie tutaj za chwile, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, dlaczego? Nie ma sprawy. Tak poza tym, to szukałyście czegoś na mojej półce w szafie? - zmieniłam temat.
- Szukałam żółtej bluzki, którą ode mnie pożyczyłaś tydzień temu. - odparła Kelly.
- Oddałam Ci ją następnego dnia, z resztą to nie powód żeby...
- Cześć, można? - odezwał się głos zza uchylonych drzwi.
- Jasne, wchodź. - odpowiedziała Aoife.
- Właściwie to ja chciałem zabrać Abi na spacer. - powiedział zawstydzony.
- Ok, chodźmy. - odparłam z przyklejonych do twarzy uśmiechem, bo wcale nie miałam ochoty na romantyczne przechadzki...
Wyszliśmy na zewnątrz nie zamieniając słowa. Ta niezręczna cisza tworzyła w mojej głowie co raz więcej myśli. Byłam pewna, że gdy wydusi z siebie jakieś słowa, nie będzie to zwykła rozmowa o pogodzie...
- Długo się już przyjaźnicie z Kelly? - zapytał wreszcie.
- Od czasu, kiedy zamieszkałyśmy razem w pokoju miałyśmy dobry kontakt. Teraz nasze relacje się polepszyły.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale wydaję się w porządku.
- Tak, ona również Cię polubiła. - odparłam z uśmiechem. Można powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą gdy zorientowałam się, że chodzi mu o Kelly.
- No właśnie... to nie jest takie proste jak myślisz. Prawie się nie znamy, ale wydajesz mi się najbardziej odpowiednią osobą... - przerwał.
Zaczęłam się gubić. O co mu tak na prawdę chodzi?
- Chciałem Ci przedstawić Alana. - powiedział wskazując na chłopaka siedzącego na ławce, przy której się zatrzymaliśmy.
- Twojego przyjaciela. - dodałam, podając mu rękę na przywitanie.
- Mojego chłopaka. - poprawił mnie Brian. Ta wiadomość delikatnie mną wstrząsnęła. Nie byłam temu przeciwna, każdy ma prawo do szczęścia. Z pewnością oboje zauważyli mój zszokowany wyraz twarzy, ale chyba byli na to przygotowani.
- Przepraszam, ale nie myślałam o tym w ten sposób. Trochę mnie zaskoczyliście. - przyznałam.
- To nic, bałem się, że zareagujesz inaczej. Jesteś pierwszą osobę, która o nas wie. - odparł Alan.
- Widzisz, bo chciałem zapytać Cię o radę. Jak powinienem to powiedzieć Kelly? - zapytał Brian.
- Mamy jej powiedzieć prawdę, jak tobie? A jak nas wyda? Nie możemy ryzykować, bo nie damy sobie z tym rady. - dodał Alan.
- Już zaryzykowaliście, mówiąc mi. Nie wiem, co mam wam poradzić, muszę wrócić do pokoju i na spokojnie to przemyśleć. Jeśli chodzi o mnie, to nie powiem nikomu, możecie na mnie liczyć.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopaków i ruszyłam w stronę schodów. Potrzebowałam czasu na zebranie myśli. Szłam, potykając się o stopnie, które wydawały się wyjątkowo wysokie, ale nie zwracałam na to uwagi. Wróciłam do pustego pokoju. Na stole zauważyłam kartkę - pewnie od dziewczyn - ale zignorowałam ją. Usiadłam na parapecie okna, założyłam słuchawki na uszy i patrzyłam na uginające się pod wpływem wiatru drzewa.

piątek, 7 września 2012

Rozdział 10 - "Nie szukaj mnie"

- Było tak świetnie i oczywiście musiał zacząć padać deszcz... - zaczęła Kelly, gdy wróciłyśmy do pokoju.
- Zawsze możemy to powtórzyć. - dodała Aoife.
- I to nie raz! Widziałaś jak Brian patrzył na Abi?
- Tak? Jakoś nie zauważyłam... - odparłam bez przejęcia.
- On ma super styl i jest taki przystojny! - wzdychała Kelly.
- Nie zwróciłam uwagi.
- Nie zauważyłaś, nie zwróciłaś uwagi. Jesteś jakaś zamyślona od czasu wyjścia na dwór. Coś się stało, czy co? - rzuciła.
- Po prostu nie byłam zainteresowana! - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Ok, widzę, że nie masz ochoty na rozmowę. Idę się przejść, idziesz ze mną, Aoife?
- Tak, Abi chyba potrzebuje chwili dla siebie. - powiedziała, jakby znała wszystkie moje myśli i wyszła razem z Kelly.
Padłam na łóżko, zamknęłam oczy i starałam się nie myśleć o niczym. Nie trwało to długo, bo po dłuższej chwili przypomniało mi się, że mam w kieszeni rysunek tajemniczej dziewczynki. Wpatrywałam się w niego jakiś czas i nie znalazłam niczego dziwnego, tak jak za pierwszym razem. Będąca na nim kobieta była promienna, uśmiechnięta...
- Po co ja to robię? - odparłam sama do siebie, wrzucają kartkę do szuflady.
Nagle poczułam jak łóżko delikatnie się ugina, tak jakby ktoś siadał obok mnie.
- Wzięłaś mój rysunek.
Odwróciłam się i ujrzałam Renny siedzącą za mną.
- Jak tu weszłaś?! Co w ogóle tu...
- Wzięłaś go! - krzyknęła.
- Chciałam oddać, ale...
- Z resztą nieważne, zatrzymaj go. Nie był dla mnie aż tak cenny. - wtrąciła znowu.
Czułam lęk i dziwne niebezpieczeństwo. Mała dziewczynka krzyczała na mnie i nie pozwalała skończyć zdania, a ja nie potrafiłam na to zareagować.
- Po co się tym interesujesz? - zapytała po chwili ciszy.
- To znaczy, czym?
- Moim rysunkiem, mną? Zwykłe rzeczy, kobieta w samochodzie. Myślałaś, że jestem jakaś czarownicą, czy co? - odparła kpiąco.
- Nie, wydawałaś się tajemnicza, zamknięta w sobie. Chciałam Ci jakoś pomóc. - tłumaczyłam.
- Ale ja nie potrzebuje pomocy. To, że nie zadaję się z innymi, nic nie znaczy. Lubię samotność. Ludzie tylko zagłuszają moje myśli zbędną paplaniną.
- Nie zachowujesz się jak osoba w twoim wieku. Wyglądasz na 10 lat, a mówisz tak, jakbyś miała o wiele więcej. - odparłam.
- Wydaje Ci się, co ty o mnie wiesz... Przez ten rysunek kompletnie ześwirowałaś. Daj sobie z tym spokój i lepiej tu posprzątaj, bo zaraz wrócą twoje współlokatorki. Ja muszę już iść. Może się jeszcze zobaczymy, ale nie szukaj mnie, sama Cię znajdę.
Dopiero kiedy Renny wyszła z pokoju, zauważyłam ten okropny bałagan wokół szafy. Podeszłam do niej i zaczęłam składać wyrzucone ubrania. O dziwo, wszystkie były moje.