- Hej, wróciłyśmy! - powiedziała Aoife, wchodząc do pokoju.
- Cześć, jak tam? Gdzie byłyście? - zapytałam wesoło.
- Spotkałyśmy Brian'a na schodach i byłyśmy u niego. Wpadnie tutaj za chwile, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, dlaczego? Nie ma sprawy. Tak poza tym, to szukałyście czegoś na mojej półce w szafie? - zmieniłam temat.
- Szukałam żółtej bluzki, którą ode mnie pożyczyłaś tydzień temu. - odparła Kelly.
- Oddałam Ci ją następnego dnia, z resztą to nie powód żeby...
- Cześć, można? - odezwał się głos zza uchylonych drzwi.
- Jasne, wchodź. - odpowiedziała Aoife.
- Właściwie to ja chciałem zabrać Abi na spacer. - powiedział zawstydzony.
- Ok, chodźmy. - odparłam z przyklejonych do twarzy uśmiechem, bo wcale nie miałam ochoty na romantyczne przechadzki...
Wyszliśmy na zewnątrz nie zamieniając słowa. Ta niezręczna cisza tworzyła w mojej głowie co raz więcej myśli. Byłam pewna, że gdy wydusi z siebie jakieś słowa, nie będzie to zwykła rozmowa o pogodzie...
- Długo się już przyjaźnicie z Kelly? - zapytał wreszcie.
- Od czasu, kiedy zamieszkałyśmy razem w pokoju miałyśmy dobry kontakt. Teraz nasze relacje się polepszyły.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale wydaję się w porządku.
- Tak, ona również Cię polubiła. - odparłam z uśmiechem. Można powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą gdy zorientowałam się, że chodzi mu o Kelly.
- No właśnie... to nie jest takie proste jak myślisz. Prawie się nie znamy, ale wydajesz mi się najbardziej odpowiednią osobą... - przerwał.
Zaczęłam się gubić. O co mu tak na prawdę chodzi?
- Chciałem Ci przedstawić Alana. - powiedział wskazując na chłopaka siedzącego na ławce, przy której się zatrzymaliśmy.
- Twojego przyjaciela. - dodałam, podając mu rękę na przywitanie.
- Mojego chłopaka. - poprawił mnie Brian. Ta wiadomość delikatnie mną wstrząsnęła. Nie byłam temu przeciwna, każdy ma prawo do szczęścia. Z pewnością oboje zauważyli mój zszokowany wyraz twarzy, ale chyba byli na to przygotowani.
- Przepraszam, ale nie myślałam o tym w ten sposób. Trochę mnie zaskoczyliście. - przyznałam.
- To nic, bałem się, że zareagujesz inaczej. Jesteś pierwszą osobę, która o nas wie. - odparł Alan.
- Widzisz, bo chciałem zapytać Cię o radę. Jak powinienem to powiedzieć Kelly? - zapytał Brian.
- Mamy jej powiedzieć prawdę, jak tobie? A jak nas wyda? Nie możemy ryzykować, bo nie damy sobie z tym rady. - dodał Alan.
- Już zaryzykowaliście, mówiąc mi. Nie wiem, co mam wam poradzić, muszę wrócić do pokoju i na spokojnie to przemyśleć. Jeśli chodzi o mnie, to nie powiem nikomu, możecie na mnie liczyć.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopaków i ruszyłam w stronę schodów. Potrzebowałam czasu na zebranie myśli. Szłam, potykając się o stopnie, które wydawały się wyjątkowo wysokie, ale nie zwracałam na to uwagi. Wróciłam do pustego pokoju. Na stole zauważyłam kartkę - pewnie od dziewczyn - ale zignorowałam ją. Usiadłam na parapecie okna, założyłam słuchawki na uszy i patrzyłam na uginające się pod wpływem wiatru drzewa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz