wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 8 - "Przerażasz mnie!"

- No, powiem Ci, że... masz ciekawe sny. Mnie w snach zazwyczaj gonią wielkie batony albo ostatnio - cała chmara cegieł... - powiedziała Aoife.
- Oouuu.... to faktycznie kiepsko. Myślisz, że mój sen mógł coś oznaczać? - zapytałam. Na pewno będzie widziała, ona wie wszystko!
- Kiedyś ktoś mi powiedział, że jeżeli coś Ci się śni, to na pewno nie zdarzy się to w twoim życiu. Do tej pory nie goniły mnie rzesze batonów, więc chyba by się zgadzało -odparła z uśmiechem.
- Chodźmy spać. Peg ma jutro ważny dzień i musi się wyspać.
- Ok, dobranoc - odpowiedziała i zgasiła światło.
Zamknęłam oczy i zasnęłam od razu. Stałam na środku ogromnej ulicy pełnej ludzi. Każdy gdzieś się śpieszył idąc w różnych kierunkach, obijając swoje ciało o barki innych osób. Gdy patrzyli w moją stronę ich wzrok przechodził mnie na wylot, w ogóle nie byłam zauważana. Powoli ruszyłam na przód. Wokół stało wiele budynków, jeden przy drugim, a chmury zakrywały ich wierzchołki. Niebo było szare, tworzyło jakby taką osłonę, aby żaden promień Słońca nie mógł dotrzeć na Ziemię. Pośród tłumu wyłonił się chłopak o ciemnych włosach, kończących się przy uszach. Gdy tylko go dostrzegłam patrzył się na mnie i uśmiechał. Jego twarz coś mi mówiła, tak jakbym wcześniej ją skądś znała. Nie pamiętam jak był ubrany, patrzyłam tylko w te piękne, ciemnobrązowe oczy. Mijał mnie, ale mój wzrok podążał za nim. Był już za mną, ale wciąż się nie odwracał. Nagle ktoś szturchnął mnie mocno w rękę i spojrzałam przed siebie. Stałam na środku drogi. Ludzie, którzy wcześniej nie zwracali na mnie uwagi wołali coś w moją stronę, ale nie byłam w stanie niczego zrozumieć. Mój umysł działał jakby w zwolnionym tempie. Usłyszałam głośny dźwięk dochodzący w prawej strony. Odwróciłam się i dotarł do mnie krzyk jakiejś kobiety. Zobaczyłam nadjeżdżającą ciężarówkę na odległość 10 metrów.
- Aaaaa! - krzyknęłam podnosząc się z łóżka.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona Aoife, stojąca przy szafie.
- Miałam dziwny sen... Byłam wśród tłumu ludzi, a potem przejechała mnie ciężarówka - odpowiedziałam powierzchownie. Stwierdziłam, że nie ma potrzeby zadręczać szczegółami przyjaciółki.
- Jej, przerażasz mnie! Nie myśl o tym lepiej, tylko ubieraj się, bo jest już 9.00, a Peg spotyka się dzisiaj z bratem.
- Masz rację, lecę do łazienki!
Wzięłam szybko ubrania z szafy i pobiegłam do toalety. Weszłam pod prysznic i ciepłe krople wody obudziły moje ciało do życia. Wytarłam się w ręcznik, ubrałam i wysuszyłam włosy. Patrząc na swoje odbicie w lustrze myślałam jak będzie nam tutaj dziwnie i pusto bez naszej małej Pegeen. Umyłam zęby i wróciłam do pokoju.



Dedykuję ten rozdział moim dwóm czytelniczkom, których słowa są tutaj zawarte. Kocham Was :*.

sobota, 16 czerwca 2012

Rozdział 7 - Powrót

Wokół mnie było słychać szepty jakiś osób. Dotarły do mnie ciche szmery czyichś kroków i nagle poczułam jak ktoś dotyka mojej dłoni.
- Abi, wróć do nas - mówiła Aoife smutnym głosem.
Nie mogłam słuchać jak cierpi, więc otworzyłam delikatnie oczy i spojrzałam w jej stronę.
- Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz! - zaczęła uśmiechnięta, po czym przytuliła się do mnie.
- Naprawdę tak myślałaś? Nie zostawiłabym cię samej, przecież wiesz... - odparłam z optymizmem.
- Bardzo nas wystraszyłaś tym zemdleniem. Straciliśmy cię na jakieś 10 min.
- Dziesięć minut?! To była dla mnie wieczność! Ale pogadamy o tym kiedy indziej.
- Ok, musisz teraz odpocząć. Ja nie będę ci towarzyszyć, bo umówiłam się z p. Walker, że pójdziemy razem  do miasta pozałatwiać różne sprawy. Wiem, że powinnam z tobą zostać, ale może samotność sprowokuje cię do drzemki - powiedziała mądrze, jak zwykle.
- Zobaczę, co da się zrobić - odpowiedziałam z uśmiechem, po czym Aoife pożegnała się gestem ręki i wyszła.
Przez długi czas leżałam w swoim łóżku i myślałam o moim śnie. Co mógł oznaczać? Czy był jednym z dziwnych i nie mających sensu snów, czy wręcz przeciwnie?
Podczas tych moich głębokich przemyśleń na moje powieki wkradł się sen. Gdy po dłuższej drzemce otworzyłam oczy, w pokoju była Pegeen.
- Stresujesz się przed jutrem? - zaczęłam.
- Trochę. W sumie to nie wiem co o tym myśleć, ale jestem optymistką.
W tym momencie otworzyły się drzwi od pokoju, w których stanęła średniego wzrostu blondynka.
- Cześć, czy tutaj mieszka Abigail? - zapytała dziewczyna.
- Tak, to ja.
- Jestem Melvina. Słyszałam, że źle się poczułaś, więc postanowiłam cię poznać i podtrzymać na duchu.
- Moi przyjaciele wiele dla mnie robią. Po prostu są przy mnie i to mi wystarczy. Mimo wszystko dziękuję, że przyszłaś. Tak a propos - to jest Pegeen, mieszka tutaj.
- No hej... - powiedziała bez większego zainteresowania - A ty, Abi z kim się najbardziej przyjaźnisz?
Tak... Nie lubię tego typu pytań w szczególności, że padło w obecności Peg, której nie chciałam skrzywdzić.
- Razem z Aoife'ą, Kelly i Perełką tworzymy zgraną paczkę - wybrnęłam.
- Aoife'ą? - zapytała podejrzliwie.
- Tak, powinna zaraz wrócić. Ma świetny charakter, musisz ją poznać! - wtrąciła Peg.
- Zasiedziałam się, lepiej już pójdę. Może kiedy indziej pogadamy - powiedziała wychodząc.
- Miła dziewczyna. Chciałabym ją bliżej poznać. - podsumowała ją Pegeen.
- Tak, ale wydaje się jakaś tajemnicza, nie sądzisz? Jak tylko zaczęłaś powiadać o Aoife'ie to jakby spanikowała i wyszła.
- Nie, nie zauważyłam niczego takiego. Póki co, to nie możemy zbyt wiele o niej powiedzieć, więc nie ma co wyciągać pochopnych wniosków - odparła.
I tutaj miała racje. Mimo tego, że nic nie odpowiedziałam zgodziłam się z nią. Może nie potrzebnie szukam podtekstów, a to po prostu sympatyczna dziewczyna, która chciała pogadać...
- Cześć, wróciłam - powiedziała, wchodząca do pokoju Aoife.
- Strasznie długo cię nie było. Miałaś rację - samotne leżenie w łóżku zmusiło mnie do snu - przyznałam.
- No, wreszcie! W takim razie opowiedz  mi swój dzisiejszy sen.
- Zaczęło się od...

niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 6 - Głosy

Obudziłam się wśród wysokich drzew bujnej roślinności. Leżałam pośród kolorowych i pięknie pachnących kwiatów oraz soczyście zielonej trawy. Powietrze było wilgotne i świeże, a wokół panowała cisza i spokój. Wstałam i postanowiłam rozejrzeć się w terenie.
Na każdym kroku odkrywałam nowe rodzaje roślinności i wszelkie możliwe rozmiary kwiatów. Las wydawał się nigdy nie kończyć, więc zatrzymałam się, aby bliżej mu się przyjrzeć.
Po korach drzew maszerowały "gęsiego" ogromne mrówki noszące swoje zdobycze. W kielichach kwiatów zatrzymywały się na jakiś czas motyle z egzotycznie ubarwionym skrzydłami. Między gałęziami rozciągały się wielkie pajęczyny, których wstrętni właściciele ukrywali się, gdzieś w pobliżu. Po chwili usłyszałam szelest w krzakach, a kiedy spojrzałam w ich stronę zauważyłam, że delikatnie się poruszają.Stałam moment w bezruchu, po czym spośród traw wyskoczyła mała, brązowo-czarna kulka. Rozwinęła się, powoli prostując krótkie łapki i ogon. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ale był to mały tygrysek! Podniosłam wysoko brwi, a moja szczęka prawie opadła na ziemię ze zdziwienia. Maluch spojrzał na mnie i powoli zbliżał się aż wreszcie wtulił swoje futerko w moją nogę. Byłam w totalnym szoku! Po kilku minutach ocknęłam się z tego stanu i starałam się wymyślić jakieś wyjście z sytuacji. Wtedy zwierzak odszedł ode mnie i położył się na plecach, zachęcając mnie do pogłaskania po brzuchu. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Była już prawie na miękkim futerku, kiedy usłyszałam trzask łamane gałęzi i krzyki ogromnych papug, które odleciały w różne kierunki.
- Abi, nie rób tego. Teraz wydaję ci się to niezbędne, a nie jest tak. Ten mały łobuz przyzwyczai się do ciebie, a potem zostanie sam. Oboje będziecie tego żałować... - powiedział znajomy głos.
Cofnęłam się i zaczęłam szukać źródła znajomego szeptu. Pod żadnym liściem ani drzewem nikogo nie było. Tego jeszcze brakowało, żebym słyszała głosy, ale inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy.
- To Aoife do mnie mówiła! - krzyknęłam po krótkim zastanowieniu.
Ucieszyłam się z tego powodu i odparłam do zwierzaka:
- No cóż, musimy się rozstać. Wracaj do domu, ja też spróbuję odnaleźć swój.
Uśmiechnęłam się i odeszłam z myślą "tak będzie lepiej", choć  głębi serca czułam, ż nie powinnam tak postępować. Odgarnęłam sprzed siebie ogromnego liścia i stanęłam  jak wryta po raz drugi. Stał tam wielki brązowy TYGRYS!! Mogłam się spodziewać, że mama będzie szukać swojego "dziecka". Nie wiem nawet, czy mnie gonił, ale czułam ogromny strach, który kazał mi biec. Przedzierałam się przez krzaki i inne rośliny wpadając przy tym w wielkie pajęczyny. Z każdym krokiem brakowało mi sił. Ostatkiem energii przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę. Zobaczyłam przed sobą ocean i piękny zachód słońca. Spojrzałam w dół i zorientowałam się, że spadam prosto do wody. Pomyślałam wtedy o moich przyjaciołach i rodzicach. Wybaczyłam im wszystko, co miałam im za złe. Nie miałam już zbyt wiele czasu, więc ostatni raz zerknęłam w stronę słońca. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech...

wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 5 - Jutro

Kiedy się obudziłam, Peg siedziała na parapecie okna i zapisywała coś w swoim pamiętniku.
- Dzień dobry Abi. Jak się spało? - zapytała rozpromieniona.
- Hej. W porządku, dzięki - odpowiedziałam, podchodząc w jej stronę.
- Tak się cieszę! Sean ma przyjechać tutaj jutro i będziemy mogli się spotkać. Musi być wspaniałym człowiekiem, skoro chce mnie poznać.
Uśmiechnęłam się i potargałam jej niesforne loki. Pierwszy raz poczułam, że jest dla mnie ważne to, aby Perełka miała szczęśliwe życie. Z reguły w takich sytuacjach było mi przykro, że kolejna osoba mnie zostawia, ale teraz ucieszyłam się.
- Ok, idę. Muszę się przygotować na jutrzejszy dzień.
- Jasne, idź. odpowiedziałam. Pegeen wychodząc minęła w drzwiach Aoife'ę wchodzącą do pokoju.
- Byłam na chwilę w łazience, a widzę, że coś mnie ominęło - zaczęła jak zwykle pogodna.
- Jutro ma się spotkać z bratem. Gdy mi to powiedziała ucieszyłam się zamiast przejmować kolejnym rozstaniem... - wyznałam otwarcie przyjaciółce.
- To znaczy, że naprawdę ci na niej zależy i chcesz jej dobra. Wcześniej widocznie myślałaś bardziej o sobie, a teraz zwróciłaś uwagę na coś o wiele ważniejszego jak przyjaźń i radość ze szczęścia innej osoby.
- Jej, czuję się jak na terapii u psychologa - walnęłam, co wywołało u nas śmiech.
- Brzmi głupio, ale faktycznie tak jest. Mówię ci to nie ze względu na to, abyś uważała mnie za mądrzejszą od ciebie. Chcę żebyś wiedziała, że dostrzegam zmiany w twoim zachowaniu, nie tylko te pozytywne, i że zależy mi na tobie.
Gdy Aoife skończyła, nie wiedziałam co powiedzieć. Tak szczerych słów nikt nigdy mi nie wyznał i zrozumiałam wtedy, że mój pogląd na świat faktycznie się zmienił. Ciszę przerwały nagle otwierające się drzwi.
- Aaaa! Jak się cieszę. Aoife, muszę ci coś powiedzieć! - krzyczała Peg, skacząc po pokoju.
Po chwili usiadła na łóżku i zaczęła opowiadać o jutrzejszym dniu. Usłyszałam pierwsze wypowiedziane przez nią zdanie i jej głos stłumił ogromny ból, który poczułam w okolicy klatki piersiowej. Dotarło do mnie jeszcze kilka słów i nastała głucha cisza...

niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 4 - Dobre wieści

Po południu wróciłyśmy do swoich pokoi. Położyłam się na swoim łóżku i myślałam o Vanessie. Bardzo mnie ta sprawa niepokoiła. Nagle do pokoju wbiegła jedna z opiekunek i zabrała Pegeen na zewnątrz. Razem z Kelly, która siedziała przy oknie wymieniłyśmy podejrzliwe spojrzenia. Co to mogło znaczyć i dlaczego właśnie Perełka była w to zamieszana?
-Hhmm... to było co najmniej dziwne...-skomentowała Kelly.
W tym czasie otworzyły się drzwi, w których stanęła Aoife. Uśmiechnęła się do nas i zapytała:
-Mogę wejść?
-Jasne, siadaj-odpowiedziałam, zdejmując nogi z łóżka.
-Słyszałam jak p.Harrison rozmawiała z Pegeen w swoim gabinecie.
-O czym rozmawiały? Wpadła do naszego pokoju i zabrała ją bez słowa, wiesz coś o tym?-przerwała Aoife'ie Kelly, zasypując ją górą pytań.
-Były uchylone drzwi, ale nie wiele udało mi się zrozumieć. Mówiły coś o jakimś bracie Perełki i padło też imię Sean. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo ktoś zbliżał się korytarzem. Postanowiłam natychmiast przyjść do was-kontynuowała Aoife.
-Cóż... nie pozostaje nam nic innego jak czekać na powrót Pegeen. Wtedy zapytamy ją o co chodzi, ale myślę, że nic strasznego się nie stało-zakończyłam z optymizmem.
-Macie ochotę na grę w Scrabble? Pożyczyłam je wczoraj od Melviny-powiedziała z dumą Kelly zmieniając temat.
-Tak, super!-krzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy zabawę.
Czas mijał prędko i zanim się zorientowałyśmy słońce zbliżało się do widnokręgu zmieniając kolor nieba na ciemnofioletowy. Straciłyśmy poczucie czasu i zapomniałyśmy również o Peg, która w końcu wróciła do pokoju.
-Wróciłaś wreszcie! Martwiłyśmy się o Ciebie. P.Harrison zabrała Cię na tak długo, że myślałam, że już o nas zapomniałaś-zaczęła z uśmiechem Kelly.
-Nie zapomniałam, po prostu pojawiły się w moim życiu nowe fakty, które musiała mi przekazać. Chodzi głównie o mojego brata, Sean'a. Nie wiedziałam o jego istnieniu aż do dzisiaj. Chce się ze mną spotkać i być może będę mogła z nim zamieszkać! Byłoby fantastycznie gdyby się udało!-opowiadała, prawie krzycząc ze szczęścia.
-To świetna wiadomość!-odparła Aoife, po czym wszystkie pogratulowałyśmy Perełce wspólnym uściskiem.
Tym jakże wesołym wydarzeniem zakończyłyśmy ten długi dzień i położyłyśmy się spać. Wcześniej ubłagałyśmy p.Walker, aby Aoife mogła tę noc spędzić w naszym pokoju. Usnęłam z uśmiechem na ustach mimo tego, że to nie mnie dotyczyły wieści p.Harrison.

Rozdział 3 - Zwierzenia

Następny dzień rozpoczęłam z Aoife'ą. Podczas śniadania czułam się dobrze w jej towarzystwie. Razem śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o ludziach z ośrodka. 
-Widzisz tę blondynkę w niebieskiej koszulce?-zapytała, biorąc kolejny kęs kanapki.
-Tak, zwróciłam na nią wcześniej uwagę. Wygląda dość sympatycznie, nie sądzisz?
-Owszem, wygląda tak, ale nic poza tym... Miałam okazję ją poznać i to jak się zachowuje to tylko pozór, maska, którą zdejmuje kiedy myślisz inaczej niż ona. 
Trochę mnie zaskoczyła odpowiedź przyjaciółki, bo miałam kilka epizodów z ową blondynką w ciągu pobytu w ośrodku i zawsze miałam o niej dobre zdanie.
-Nie wiedziałam, że znałyście się wcześniej. 
-Jak tutaj trafiłam to Melvina od razu przygarnęła mnie do swojej paczki. Byłam wtedy bardzo przybita wszystkim, co działo się w moim domu - kłótnie, krzyki, które zazwyczaj kończyły się biciem mnie albo mojej młodszej siostry. Ich towarzystwo sprawiło, że przestałam o tym wszystkim myśleć, bo obdarzali mnie miłością, której wcześniej nie doświadczyłam. Wszystko było jak z bajki, póki nasze odmienne poglądy nie ujrzały światła dziennego. Chodziło o jakąś drobnostkę, ale dla Melviny to był wystarczający powód żeby mnie skreślić-wyznała dziewczyna.
-Na szczęście teraz mamy siebie i nie musimy się przejmować kimś takim jak ona-dodałam, aby w miarę optymistycznie zakończyć ten temat.
Wyszłyśmy ze stołówki i ruszyłyśmy w stronę pól, będących niedaleko. Większość drogi przemilczałyśmy nie mogąc znaleźć odpowiedniego tematu na dalszą rozmowę.
-Wiesz... cały czas myślę o tym, co mi powiedziałaś i biję się z myślami, czy zadać ci to pytanie... Jak układało się w twojej rodzinie-zapytałam z niepewnością.
-To był dla mnie ciężki czas... Ojciec pił i wywoływał codzienne kłótnie. Matka na początku sprzeciwiała się jego awanturom i próbowała go uspokajać, ale wkrótce sama nie dawała sobie z tym rady i zaczęła brać narkotyki, aby "poczuć się lepiej". Nawet nie wiem skąd je miała i za co. Ojciec obwiniał mnie i Vanessę, moją młodszą siostrę, za stan matki i bił nas. W końcu sąsiedzi zauważyli co dzieje się w naszym domu i powiadomili policję. Mnie przywieźli tutaj, ale do dzisiaj nie wiem co stało się z Vanessą... tak bardzo za nią tęsknie-mówiła przez łzy Aoife'a. Jedyną rzeczą, która przyszła mi na myśl, to przytulić moją przyjaciółkę, aby wiedziała, że już nic złego jej nie spotka i że może na mnie polegać.
Pogoda zaczęła się zmieniać i w mgnieniu oka na niebie pojawiły się chmury. Szybko wracałyśmy, aby p.Walker, nasza opiekunka, nie musiała się martwić. Przez to udało nam się bezpowrotnie odbiec od wszystkich przykrych tematów. Kiedy dotarłyśmy do ośrodka zaczął spadła wielka ulewa. Usiadłyśmy, więc na parapecie w pokoju dziennym i oglądałyśmy z fascynacją to zwykłe zjawisko.