Obudziłam się wśród wysokich drzew bujnej roślinności. Leżałam pośród kolorowych i pięknie pachnących kwiatów oraz soczyście zielonej trawy. Powietrze było wilgotne i świeże, a wokół panowała cisza i spokój. Wstałam i postanowiłam rozejrzeć się w terenie.
Na każdym kroku odkrywałam nowe rodzaje roślinności i wszelkie możliwe rozmiary kwiatów. Las wydawał się nigdy nie kończyć, więc zatrzymałam się, aby bliżej mu się przyjrzeć.
Po korach drzew maszerowały "gęsiego" ogromne mrówki noszące swoje zdobycze. W kielichach kwiatów zatrzymywały się na jakiś czas motyle z egzotycznie ubarwionym skrzydłami. Między gałęziami rozciągały się wielkie pajęczyny, których wstrętni właściciele ukrywali się, gdzieś w pobliżu. Po chwili usłyszałam szelest w krzakach, a kiedy spojrzałam w ich stronę zauważyłam, że delikatnie się poruszają.Stałam moment w bezruchu, po czym spośród traw wyskoczyła mała, brązowo-czarna kulka. Rozwinęła się, powoli prostując krótkie łapki i ogon. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ale był to mały tygrysek! Podniosłam wysoko brwi, a moja szczęka prawie opadła na ziemię ze zdziwienia. Maluch spojrzał na mnie i powoli zbliżał się aż wreszcie wtulił swoje futerko w moją nogę. Byłam w totalnym szoku! Po kilku minutach ocknęłam się z tego stanu i starałam się wymyślić jakieś wyjście z sytuacji. Wtedy zwierzak odszedł ode mnie i położył się na plecach, zachęcając mnie do pogłaskania po brzuchu. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Była już prawie na miękkim futerku, kiedy usłyszałam trzask łamane gałęzi i krzyki ogromnych papug, które odleciały w różne kierunki.
- Abi, nie rób tego. Teraz wydaję ci się to niezbędne, a nie jest tak. Ten mały łobuz przyzwyczai się do ciebie, a potem zostanie sam. Oboje będziecie tego żałować... - powiedział znajomy głos.
Cofnęłam się i zaczęłam szukać źródła znajomego szeptu. Pod żadnym liściem ani drzewem nikogo nie było. Tego jeszcze brakowało, żebym słyszała głosy, ale inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy.
- To Aoife do mnie mówiła! - krzyknęłam po krótkim zastanowieniu.
Ucieszyłam się z tego powodu i odparłam do zwierzaka:
- No cóż, musimy się rozstać. Wracaj do domu, ja też spróbuję odnaleźć swój.
Uśmiechnęłam się i odeszłam z myślą "tak będzie lepiej", choć głębi serca czułam, ż nie powinnam tak postępować. Odgarnęłam sprzed siebie ogromnego liścia i stanęłam jak wryta po raz drugi. Stał tam wielki brązowy TYGRYS!! Mogłam się spodziewać, że mama będzie szukać swojego "dziecka". Nie wiem nawet, czy mnie gonił, ale czułam ogromny strach, który kazał mi biec. Przedzierałam się przez krzaki i inne rośliny wpadając przy tym w wielkie pajęczyny. Z każdym krokiem brakowało mi sił. Ostatkiem energii przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę. Zobaczyłam przed sobą ocean i piękny zachód słońca. Spojrzałam w dół i zorientowałam się, że spadam prosto do wody. Pomyślałam wtedy o moich przyjaciołach i rodzicach. Wybaczyłam im wszystko, co miałam im za złe. Nie miałam już zbyt wiele czasu, więc ostatni raz zerknęłam w stronę słońca. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech...
Extra był ten rozdział! *.*
OdpowiedzUsuń+ Nareszcie umiem dodawać komentarze! Fuck yeah! :D
Gratuluję i dziękuję :). Ten rozdział nie do końca mi się podobał, więc tym bardziej miło mi to słyszeć.
Usuń